Opis naszych najciekawszych podróży i wyjazdów
Blog > Komentarze do wpisu

Co nowego na Szyndzielni?

Czy w środku wakacji, w przepiękną pogodę Szyndzielnia, na którą wjechać można kolejką linową z centrum dużego miasta jest dobrym wyborem? Można by dyskutować. Dla nas jednak okazała się nie najgorszym, a dodatkowo zaskakującym. Dlaczego?

Zacznę od zagadnień praktycznych- parking dozorowany, 10PLN za cały dzień, ok. 800m od kolejki. Ruch typowy dla pięknej niedzieli, a więc ogromny. Kiedyś, kiedy jeszcze Stasia nie było na świece nie bywaliśmy w górach w letnie weekendy. Pogoda nie była wówczas aż tak dużym ograniczeniem, byliśmy także bardziej elastyczni. Cóż, zmiany.

Ruszyliśmy z parkingu w górę, szlak wybrał Staś. Początkowo zakładaliśmy że pójdziemy drogą (a więc szlakiem czerwonym), o najmniejszym nachyleniu tak by Staś mógł zasuwać samodzielnie. Skończyło się na szlaku zielonym, co okazało się dobrym wyborem gdyż w pierwszej części, do przełęczy Dylówki, na której schodzą się trzy szlaki spotykaliśmy pojedyncze osoby, a jedną z nich okazał się być kolega Radka z technikum.

Szyndzielnia

Ale mało być o niespodziankach. Tak więc było ich kilka. Po pierwsze przed schroniskiem na Dębowcu jest ciekawy plac zabaw. Jak długo tam jest? Nie mam pojęcia, my go wcześniej nie zauważyliśmy. Mijaliśmy go z niemałym lękiem, obawiając się że będziemy musieli spędzić tu cały dzień. Niemniej dla kogoś, kto ma małe dziecko, a nie chce spędzić kolejnego dnia na ławeczce przy piaskownicy w samym środku blokowiska jest to kusząca perspektywa na sobotę/ niedzielę.

Kolejną rzeczą, która nas zaskoczyła były jakieś dziwne drogi odchodzące od szlaku. Miały oznaczone skrzyżowania, a w miejscach gdzie dobijały do szlaku drewniane barierki. Dodatkowo oznaczone były zakazem przejścia. Trochę nas to nurtowało.

rowery

Okazało się, że to górskie szlaki rowerowe Enduro Trails. Po krótce chodzi o to, że wjeżdżasz na górę z rowerem kolejką, a potem zjeżdżasz na wariata, prując po lesie. Dobry pomysł- rowerzyści są odseparowani od pieszych i nie stwarzają takiego zagrożenia, jakiego doświadczyliśmy np. kilka lat temu na Turbaczu.

Mieliśmy ambitny plan dotarcia na szczyt, skończyliśmy jednak na górnej stacji kolejki linowej. Pomysł okazał się o tyle trafiony że odpoczęliśmy pijąc kawę, a Staś w tym czasie zrobił kilkadziesiąt okrążeń wokół naszego stolika. I tu niespodzianka nr 3- wieża widokowa. Za 4 PLN od osoby można wspiąć się na stalową wieżę i podziwiać panoramę okolicy. Nie są to co prawda najpiękniejsze górskie panoramy, ale widok jest całkiem ciekawy, dodatkowo są zdjęcia z opisami tego co widzimy. Najłatwiej oczywiście rozpoznać najbliższą okolicę- Bielsko, Beskid Mały z Hrobaczą Łąką i Magurką czy zbiornik Goczałkowicki. Pięknie widać Babią Górę, a pomiędzy Babią i Pilskiem powinny być widoczne Tatry. Dziś niestety nie były, ale i tak można było nacieszyć oko.

Beskid_May

Babia

wieza

Tłumy ciągnące od górnej stacji kolejki na szczyt Szyndzielni ostatecznie przekonały nas że trzeba wracać. Pierwszą część drogi w dół pokonaliśmy zielonym szlakiem, by następnie przerzucić się na szlak niebieski. Pomysł ten miał zalety- ominęliśmy Dębowiec z placem zabaw, ale miał też wady- szlak był stromy, a my podmęczeni i z obciążeniem (by nie rzecz bezcennym ładunkiem). Przy dolnej stacji kolejki zrobiliśmy sobie jeszcze chwilę przerwy korzystając ze znajdujących się tam ławeczek, następnie ruszyli asfaltem w dół, który to odcinek Staś pokonał na własnych nóżkach. Wsiedliśmy do samochodu i po godzinie z kwadransem wysiedli w Zabrzu. I właśnie ta "godzina piętnaście" była ostatnim decydującym argumentem, który ostatecznie pokazał że warto było się tu wybrać- nawet w zatłoczoną niedzielę.

Ewa

 

niedziela, 16 lipca 2017, pieczyste

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
O NAS