Opis naszych najciekawszych podróży i wyjazdów
RSS
poniedziałek, 03 kwietnia 2017

Każdy, kto zna mnie choć trochę bądź czyta ten blog regularnie wie że nie jestem miłośnikiem Szczyrku. Dałam temu wyraz m.in. w tym artykule. Skąd więc pomysł aby wiosnę 2017 przywitać właśnie tutaj? Otóż nie zachęcił nas sam Szczyrk, a idealna jak dla naszej trójki trasa. Wybraliśmy podejście na Klimczok z Sanktuarium MB (obok hotelu Orle Gniazdo). Trasa ta powinna zająć ok. 1,5h, różnica poziomów to ok. 300m.

sanktuarium

Założyliśmy, że wyprawę zakończymy w schronisku "Klimczok". Ciekawostką jest, że schronisko "Klimczok" w rzeczywistości znajduje się na sąsiedniej Magurze. Samo podejście było dość przyjemne i niezbyt męczące. Połowa trasy wiedzie drogą, druga połowa to niestety straszne błoto- ale to są własnie uroki wczesnej wiosny. Zdecydowaliśmy również aby nie brać nosidła i był to strzał w dziesiątkę, gdyś Staś większość drogi przebył na własnych nóżkach. Trasa okazała się bardzo widokowa- całą drogę towarzyszył nam przepiękny widok na Skrzyczne.

Skrzyczne

Chciałam jednak napisać o czymś innym, mianowicie od samym Szczyrku. Szczyrk się zmienił i to zdecydowanie na lepsze. Jak się tak nad tym zastanawiam, to nie ma się co dziwić- od czasu gdy spędzałam tu ferie z rodzicami minęło kilkanaście lat. Przez ten czas powstały restauracje (ja pamiętam czasy kiedy nie było nic), hotele SPA (tych akurat jest teraz wszędzie pełno) a infrastruktura narciarska uległa częściowej modernizacji (z naciskiem na słowo częściowej). Nie to jednak spodobało mi się w Szczyrku. Spodobała mi się panująca tu atmosfera odpoczynku, którą dało się odczuć zarówno mijając innych turystów na trasie, jak i obserwując centrum miejscowości. W porównaniu z niedalekimi Ustroniem czy Wisłą oraz innymi miejscowościami goszczącymi turystów przez cały rok Szczyrk był taki nieśpieszny. Wspomniana Wisła kojarzy mi się głównie z korkami, Ustroń z tłumem przypadkowych gości wjeżdżających samochodami na Równicę, a Zakopane z tak ogromną ilością billboardów przy drodze że mogłyby spokojnie zastąpić ekrany dźwiękochłonne. W tym towarzystwie Szczyrk wypadł bardzo korzystnie, co było la mnie- zrażonej wiecznym grodzeniem stoków narciarki niemałym zaskoczeniem.

W czasie naszej wycieczki dłuższą chwilę spędziliśmy w schronisku. Poznaliśmy panią, która przyjechała do Szczyrku na weekend, zachęcona bardzo atrakcyjną ofertą jednego z dużych hoteli SPA. To, podobnie jak wcześniejsze obserwacje uświadomiło mi, że może zbyt wcześnie skreśliłam Szczyrk na turystycznej mapie Polski. Widać, że lokalna społeczność walczy o klienta. Dajmy im więc szansę i wybierzmy się do Szczyrku, zwłaszcza że dobry dojazd jest naprawdę kuszący.

Ewa

 

sobota, 04 lutego 2017

Po zeszłorocznym majowym weekendzie spędzonym na słowackim Chopoku byłam przekonana że wrócę tu zimą. Pod koniec października, moje przekonanie nabrało kształtu- zarezerwowaliśmy pobyt w hotelu Sorea, znajdującym się w samym sercu ośrodka narciarskiego. Pogoda zapowiadała się wspaniała, ośrodek wciąż podnosi standardy, dojazd znany i ogólnie niekłopotliwy tak więc czy coś może pójść nie tak? No cóż, jak mówi prawo Murphy`ego- jeżeli coś może się nie udać, to się nie uda.

Po tym jakże optymistycznym wstępie;) kilka przepięknych widoków, autorstwa Radka:

widok_11

widok_2

widok_31

 Pięknie, prawda? Wracając jednak do tego co poszło nie tak- większość czasu spędziłam leżąc z gorączką. Piątego dnia pobytu wyszliśmy ze Staśkiem na krótki spacer. W zasadzie nawet ciężko nazwać to spacerem, wyszliśmy przed hotel.

spacer

Ja sama na nartach stanęłam dwukrotnie- w przeddzień oraz w dzień wyjazdu do domu. Okazało się że jak zwykle mamy z mężem inny gust;) i jego ulubione trasy nie stały się wcale moimi ulubionymi. Radek szczególnie upodobał sobie trasę nr 5, prowadzącą do Zahradek. Ja natomiast wolałam trasę nr 10 i kolejkę gondolową. Zdecydowanie doceniam tę formę transportu narciarza, podczas której można naprawdę odpocząć, zdjąć rękawice i gogle a także podziwiać widoki.

Jeżeli chodzi o sam ośrodek. Czytałam trochę opinii w internecie i o dziwo jest sporo negatywnych. Że drogo, że trasy nieprzygotowane, że ratraków nie ma, kolejki nie kursują, trasy są oblodzone itp. Ja ośrodek oceniam bardzo pozytywnie- trasy były świetnie przygotowane, kolejki kursowały (z jednym małym wyjątkiem), a oblodzona była tylko trasa ze szczytu (tak mówił Radek, ja nie jechałam). Niestety jest drogo. To w zasadzie jedyny poważny zarzut pod adresem ośrodka. Karnet tygodniowy dla jednej osoby to ok. 200E. Karnetami nie wolno się wymieniać, bo ośrodek je blokuje. Karnet jednodniowy to wydatek 38E. Drogo, za drogo.

Wracając do tras. Nie czułam się na siłach, aby stanąć na trasie czerwonej, jednak przez nieuwagę zaliczyłam dwie takie trasy. Pierwszą z nich była 11- wymęczyła mnie straszliwie, drugą natomiast 12, która (i tu miła odmiana) okazała się bardzo przyjemna. Być może to dlatego że nie przejechałam całej- pod koniec odbiłam na niebieską 12a, co okazało się bardzo dobrym wyborem. Moja ulubiona 10 w jednym miejscu rozgałęzia się na czerwoną 10a. Nie pokusiłam się o zjazd, natomiast zaliczył go Radek. I tu z kolei on był wymęczony. Nie miałam niestety okazji zjechać niebieską trasą 7a (trasa jest przy orczyku, a orczyki chodzą bardzo rzadko- tylko wtedy gdy warunki atmosferyczne nie pozwalają na uruchomienie krzesełek), ale bazując na opisie Radka trasa jest bardzo przyjemna i godna polecenia. Bardzo przyjemnie wspominam trasę 5a- pewnie większości narciarzy wyda się ona nudna, ale ja takie lubię. Warto też wspomnieć o oświetlonej 13- właśnie ze względu na fakt że jest oświetlona (poza tym nie oferuje nic specjalnego) oraz o trasie ze szczytu, którą pomimo oblodzenia z pewnością warto zjechać, a ja bardzo żałuję, że nie było mi to dane.

Nie pojeździł także Staś- nie nastawialiśmy się na to, uważamy że jeszcze nie czas. Co prawda, w jakimś artykule o Austrii przeczytałam, że na nartach stają już dwulatki, wydaje mi się że to jednak za wcześnie. Myślę że będzie to wyzwanie na przyszły rok, kiedy to mam nadzieję również wybierzemy się na Chopok.

 

Ewa 

 

12:37, pieczyste
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 28 listopada 2016

 

Wspominaliśmy wczoraj wakacje. Od słowa do słowa rozmowa zainspirowała mnie to tego tekstu, którego tematem będą najpiękniejsze górskie widoki.

Mam w pamięci kilka takich obrazów, które chciałabym dziś przywołać i pokazać. Widoki te zrobiły na mnie niesamowite wrażenie.

Widok z Okrąglicy (Trzy Korony w Pieninach) na Sromowce Wyżne:

Okraglica

Po prostu piękny. Pamiętam że gdy pierwszy raz zobaczyłam ten widok wydawał mi się nieco nierealny. Coś jakby zbyt piękne aby było prawdziwe.

Pozostając przy Pieninach nie można zapomnieć o najsłynniejszej sośnie w Polsce:

Sokolica

Pieniny to najpiękniejsze góry w Polsce, maja tylko jedną, jedyną wadę. To bardzo małe góry, cały łańcuch Pienin Właściwych przejdziemy w jeden dzień.

Zostawiamy Pieniny i przenosimy się nieco na południe. Tatrzańska klasyka, czyli widok z Orlej Perci na Tatry Wysokie:

Orla

Długo zastanawiałam się, który z tatrzańskich widoków zrobił na mnie największe wrażenie. Trochę tych miejsc było. Kiedyś usłyszałam zdanie, że najpiękniejsze widoki nie są wcale z najwyższych gór. Szukając najpiękniejszego tatrzańskiego widoku muszę przyznać że to się u mnie sprawdziło. Nie z najwyższych gór, a na najwyższe góry.

A skoro już jesteśmy przy Tatarch, nie sposób nie wskazać tu zimowego widoku ze Świstówki Roztockiej:

Lodowy

A teraz coś z mojego bliższego podwórka, widok z Równicy (Beskid Śląski):

Rownica

Zapamiętany przeze mnie z perspektywy ośmiolatki. Stając pierwszy raz w życiu na szczycie Równicy i mając przed oczyma powyższy obrazek pomyślałam sobie- ojej, ile gór! Gdy stanęłam tam kilka lat temu, potrafiłam większość z nich nazwać i przypomnieć sobie kiedy na nich byłam.

Na koniec proponuję widok z Ćwilina (Beskid Wyspowy):

Cwilin

Podczas naszego ostatniego pobytu w Beskidzie Wyspowym Radek zaproponował Ćwilin. Nie byłam przekonana do zapewnień o pięknych widokach- byliśmy już przecież na Ćwilinie! Jak się jednak zastanowiłam nad tym trochę głębiej, to przypomniało mi się, że w czasie mojego pierwszego wejścia na Ćwilin lało niemiłosiernie a widoczność nie przekraczała 10m. Jedyne co dobrze widziałam to mgła. Na powyższym zdjęciu widać, ile mogłabym stracić nie powtarzając tej wyprawy.

I może to właśnie jest idealnym zakończeniem dzisiejszego wpisu. Czasem warto wybrać się w miejsce, które nam całkowicie nie zapadło w pamięć. Kto wie, może w innym świetle wygląda zupełnie inaczej?

Ewa

 

 

 

 

 

 

niedziela, 13 listopada 2016

Za moim oknem wirują pierwsze płatki śniegu. To chyba ostatni moment na wspomnienie złotej polskiej jesieni, która w tym roku wydała mi się niezwykle krótka. W zasadzie był to jeden październikowy weekend. Weekend, w czasie którego przespacerowaliśmy się po centrum Zabrza. Choć pogoda do spacerów nie zachęca, pewne elementy naszego spaceru można powtórzyć o każdej porze roku.

Cóż może być ciekawszego z perspektywy dwulatka niż fontanna? Otóż jest taka rzecz, a mianowicie łatwo dostępna fontanna.

fontanna

Mieszkańcy Zabrza z pewnością rozpoznają miejsce na zdjęciach- to okolice pomnika Wincentego Pstrowskiego. Ustrój się zmienił, a Pstrowski w Zabrzu w dobrej formie. Z czasów liceum pamiętam że okolice to wyglądały trochę mniej atrakcyjnie. Obecnie jest wspomniana fontanna, trochę górniczych maszyn, ławeczki i Pstrowski oczywiście.

Pstrowski

Korzystając z bliskości zajrzeliśmy do Muzeum Górnictwa Węglowego.

Muzeum

Byłam tu dwukrotnie: jako dziecko z wycieczką szkolną oraz w czasach studenckich na przedstawieniu w Sali Witrażowej. W niedzielę wstęp do muzeum jest bezpłatny, Staś nie wykazywał znudzenia, więc postanowiliśmy obejrzeć ekspozycję. Jedną z pierwszych zwiedzanych sal, jest sala multimedialna, w której pokazywana jest burza karbońska. By lepiej oddać warunki atmosferyczne w jakich tworzył się węgiel, są błyskawice, grzmoty, huki a nawet wiatr. Pani, która była pracownikiem muzeum wyraziła niepokój o Staśka. Ten jednak, po zakończonej projekcji z radosnym uśmiechem zawołał: jeszcze, jeszcze! Stąd wniosek, że muzeum powinno spodobać się każdemu w wieku od 2 lat;). Dodatkowo rzeczą godną obejrzenia jest sam budynek muzeum. Jest to dawny budynek starostwa. Warto zwrócić uwagę na klatkę schodową oraz przepiękne kaflowe piece. No i najważniejsze- Salę Witrażową. Jak udało mi się dowiedzieć, sala urządzona jest w stylu wczesnego gotyku skandynawskiego. Niestety, nie mieliśmy przy sobie aparatu, a telefon, którym robiłam wcześniejsze zdjęcia rozładował się całkowicie.

Muzeum Górnictwa Węglowego w Zabrzu nie jest jakimś szczególnie znanym, muzeum na Śląsku. Planowany jest generalny remont, a właściwie całkowita przebudowa obiektu. Jak będzie zobaczymy, jednak z tego co udało mi się dowiedzieć bardzo mocno zmniejszona będzie przestrzeń przeznaczona na ekspozycje muzealne. Może więc nie ma co czekać i wybrać się już dziś?

 

Ewa 

 

 

 

 

Tagi: Śląsk
14:32, pieczyste
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 07 listopada 2016

 

Madera jest jednym z piękniejszych miejsc jakie miałam okazję zobaczyć. Jest też destynacją, którą mogę polecić każdemu. Dziś chciałabym poruszyć kilka kwestii organizacyjnych.

Zacznę od tego, że my zdecydowaliśmy się na zorganizowany wyjazd z biurem podróży. Jest to opcja najwygodniejsza, ale i najdroższa. Potrafi być też ograniczająca np. przez godziny posiłków w hotelu. Aby się od tego uwolnić, wybraliśmy dwa posiłki i takie rozwiązania polecam. Idealny byłby nocleg ze śniadaniem, tak by kolację zjeść w jednej z uroczych knajpek na mieście, ale ze Staśkiem byłoby to utrudnienie.

Machico

Na zdjęciu powyżej, w lewym dolnym rogu nasz hotel- Dom Pedro Baia, w miejscowości Machico. Nie byłam zbyt optymistycznie nastawiona do wizji spędzenia dwóch tygodni w bloku, ale nie mieliśmy wyboru. Planowaliśmy lecieć z biurem podróży Itaka, które nas niestety wystawiło (zdecydowanie odradzam to biuro) na chwilę przed wylotem. Zostaliśmy na lodzie. Trzeba było brać co jest, a był tylko ten hotel. Ale nie ma tego złego- zarówno miejscowość jak i hotel okazały się doskonałym wyborem dla rodziny z małym dzieckiem chcącej zwiedzić wyspę. Machico to całkiem spore miasteczko, dawna stolica wyspy. Do lotniska jest 5 minut (dla nas to plus) a samoloty nam nie przeszkadzały- wręcz przeciwnie, potrafiły zaabsorbować Staśka na dłuższą chwilę. W centrum znajduje się kilka starych kościołów i sporo przyjemnych knajpek. Ewenementem jest piaszczysta plaża- na Maderze nie ma plaż z białym piaskiem. Ten w Machico jest przywieziony z Sahary.

plaza

Kąpielisko jest bardzo przyjemne. Spokojnie można spędzić tu urlop plażując i popijając maderę (tutejsze deserowe wino). Plażowiczom polecałabym jednak inny zakątek, a mianowicie rejon Ponta do Sol. To najbardziej słoneczna część wyspy, tam również znajduje się plaża z "importowanym piaskiem".

Wróćmy jednak do Machico. Jego kolejnym atutem jest komunikacja. W ogóle komunikacja we wschodniej części wyspy jest najlepsza. W pozostałych rejonach autobusy jeżdżą 3 razy dziennie. Do Funchal można dojechać expresem (jedzie autostradą) ale za pierwszym razem radzę przejechać się zwykłym busem. Podjazdy, zakręty, serpentyny a przede wszystkim widoki- to wszystko trzeba zobaczyć! Ale tylko raz, bo choroba lokomocyjna objawia się także u tych, którzy normalnie jej nie mają.

Aby zwiedzić całą wyspę konieczny jest samochód. Najpopularniejszy samochód tutaj to białe Renault Clio. Tak na moje oko to 40% jeżdżących tu samochodów jest tej marki. Nam udało się wypożyczyć wysłużonego nissana micrę. To był dobry wybór (należy wystrzegać się dużych samochodów!!!). Korzystaliśmy z wypożyczalni hotelowej, gdyż w Machico nie ma specjalnej alternatywy. Jeżeli decydujemy się na Funchal, to z pewnościa wybór będzie. Najlepiej jednak, wybrać sie na Maderę na własną rękę i wypożyczyć samochód już na lotnisku rezerwując go uprzednio przez internet.

Gory

I tu własnie docieramy do sedna. Madera jest wręcz stworzona do zwiedzania jej na własną rękę. Stojąc na Pico Ruivo (najwyższy szczyt wyspy, 1862 m n.p.m, zdjęcie z lewej, prawe zdjęcie wykonane jest na Pico Arieiro) i obserwując ukryte w dolinach wioski dyskutowaliśmy o tym, jakby to było zatrzymać się na dwie doby w takim małym hoteliku, w centrum wyspy. Na początku tekstu napisałam, Maderę polecam każdemu. Podtrzymuję te słowa, ale chciałabym jeszcze dodać że szczególnie polecam ją osobom, które nastawione są na aktywne i nieszablonowe zwiedzanie. Jeżeli zdecydujemy się powtórzyć podróż na Maderę, to w biurze podróży wykupimy jedynie lot, a hotel zarezerwujemy na dwa noclegi. Reszta zaplanuje się w trakcie pobytu sama.

 

Ewa

 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 13
O NAS