Opis naszych najciekawszych podróży i wyjazdów
RSS
sobota, 04 lutego 2017

Po zeszłorocznym majowym weekendzie spędzonym na słowackim Chopoku byłam przekonana że wrócę tu zimą. Pod koniec października, moje przekonanie nabrało kształtu- zarezerwowaliśmy pobyt w hotelu Sorea, znajdującym się w samym sercu ośrodka narciarskiego. Pogoda zapowiadała się wspaniała, ośrodek wciąż podnosi standardy, dojazd znany i ogólnie niekłopotliwy tak więc czy coś może pójść nie tak? No cóż, jak mówi prawo Murphy`ego- jeżeli coś może się nie udać, to się nie uda.

Po tym jakże optymistycznym wstępie;) kilka przepięknych widoków, autorstwa Radka:

widok_11

widok_2

widok_31

 Pięknie, prawda? Wracając jednak do tego co poszło nie tak- większość czasu spędziłam leżąc z gorączką. Piątego dnia pobytu wyszliśmy ze Staśkiem na krótki spacer. W zasadzie nawet ciężko nazwać to spacerem, wyszliśmy przed hotel.

spacer

Ja sama na nartach stanęłam dwukrotnie- w przeddzień oraz w dzień wyjazdu do domu. Okazało się że jak zwykle mamy z mężem inny gust;) i jego ulubione trasy nie stały się wcale moimi ulubionymi. Radek szczególnie upodobał sobie trasę nr 5, prowadzącą do Zahradek. Ja natomiast wolałam trasę nr 10 i kolejkę gondolową. Zdecydowanie doceniam tę formę transportu narciarza, podczas której można naprawdę odpocząć, zdjąć rękawice i gogle a także podziwiać widoki.

Jeżeli chodzi o sam ośrodek. Czytałam trochę opinii w internecie i o dziwo jest sporo negatywnych. Że drogo, że trasy nieprzygotowane, że ratraków nie ma, kolejki nie kursują, trasy są oblodzone itp. Ja ośrodek oceniam bardzo pozytywnie- trasy były świetnie przygotowane, kolejki kursowały (z jednym małym wyjątkiem), a oblodzona była tylko trasa ze szczytu (tak mówił Radek, ja nie jechałam). Niestety jest drogo. To w zasadzie jedyny poważny zarzut pod adresem ośrodka. Karnet tygodniowy dla jednej osoby to ok. 200E. Karnetami nie wolno się wymieniać, bo ośrodek je blokuje. Karnet jednodniowy to wydatek 38E. Drogo, za drogo.

Wracając do tras. Nie czułam się na siłach, aby stanąć na trasie czerwonej, jednak przez nieuwagę zaliczyłam dwie takie trasy. Pierwszą z nich była 11- wymęczyła mnie straszliwie, drugą natomiast 12, która (i tu miła odmiana) okazała się bardzo przyjemna. Być może to dlatego że nie przejechałam całej- pod koniec odbiłam na niebieską 12a, co okazało się bardzo dobrym wyborem. Moja ulubiona 10 w jednym miejscu rozgałęzia się na czerwoną 10a. Nie pokusiłam się o zjazd, natomiast zaliczył go Radek. I tu z kolei on był wymęczony. Nie miałam niestety okazji zjechać niebieską trasą 7a (trasa jest przy orczyku, a orczyki chodzą bardzo rzadko- tylko wtedy gdy warunki atmosferyczne nie pozwalają na uruchomienie krzesełek), ale bazując na opisie Radka trasa jest bardzo przyjemna i godna polecenia. Bardzo przyjemnie wspominam trasę 5a- pewnie większości narciarzy wyda się ona nudna, ale ja takie lubię. Warto też wspomnieć o oświetlonej 13- właśnie ze względu na fakt że jest oświetlona (poza tym nie oferuje nic specjalnego) oraz o trasie ze szczytu, którą pomimo oblodzenia z pewnością warto zjechać, a ja bardzo żałuję, że nie było mi to dane.

Nie pojeździł także Staś- nie nastawialiśmy się na to, uważamy że jeszcze nie czas. Co prawda, w jakimś artykule o Austrii przeczytałam, że na nartach stają już dwulatki, wydaje mi się że to jednak za wcześnie. Myślę że będzie to wyzwanie na przyszły rok, kiedy to mam nadzieję również wybierzemy się na Chopok.

 

Ewa 

 

12:37, pieczyste
Link Dodaj komentarz »
O NAS