Opis naszych najciekawszych podróży i wyjazdów
RSS
środa, 28 lutego 2018

 

Jako że zima w pełni grzechem byłoby nie skorzystać ze wszystkich jej uroków. Postanowiliśmy więc wybrać się w najbliższe góry na narty. Ponieważ pomysł dojrzał w naszych głowach w piątkowy wieczór, w pełni sezonu narciarskiego, znalezienie wolnego pokoju na jedną noc chwilę zajęło. Z racji tego że Staś jeszcze nie jeździ, to jedno z nas dotrzymuje mu towarzystwa, podczas gdy drugie szusuje. W takim modelu najlepiej sprawdzają się kwatery przy stoku- szybko się wymieniamy i nie ma potrzeby ruszania samochodu. No to jak już zbierzemy te wszystkie kryteria razem to co wychodzi? Tytułowa Wisła Malinka, a konkretnie znajdujący się tu ośrodek narciarski Cieńków. Ostatnim razem na Cieńkowie byliśmy w 2013 roku- chwilę temu, ale był to już czas gdy kursowała 4- osobowa kanapa (zamiast wysłużonego, podwójnego orczyka, który stał tam przez lata). Trasę pamiętam jako przyzwoitą: stromy początek, później wypłaszczenie i dość łagodna (ale nie nudna) końcówka. Dodatkowym atutem Cieńkowa jest bliskość bardzo smacznej restauracji (Malinówka) oraz skoczni narciarskiej im. Adama Małysza. Postanowione, jedziemy.

Często jeździmy w Beskid Śląski- nie ma się co dziwić, jest najbliżej. Rzadko jeździmy do Wisły. Gdy stanęliśmy w kilkukilometrowym korku na wysokości Ustronia przypomniało mi się dlaczego. Otóż w każdy weekend, od miejsca gdzie kończy się dwupasmówka rozpoczyna się korek, który w zasadzie ciągnie się przez całą Wisłę. Sposoby są na to dwa: uzbroić się w cierpliwość, albo wybrać inną porę na podróż. Niestety w przypadku wypadu weekendowego druga opcja nie wchodzi w grę. Zacisnęliśmy więc zęby i stoimy. Wytrzymaliśmy 15 minut, po czym Radek zasugerował by na poranny szus wybrać stok Poniwiec, czyli Czantorię Małą. I to był strzał w dziesiątkę. Z głównej, zakorkowanej drogi skręciliśmy w prawo i zaparkowali pod wyciągiem. Ja wybrałam się na narty, a chłopaki poszli szukać stoku na saneczki. Ja na nartach pojeździłam, chłopaki znaleźli jedynie huśtawkę, której opuszczenia kategorycznie odmówił Staś. Zastanawiam się na czym to polega fenomen dziecięcego błędnika. Każdy normalny dorosły po dwóch minutach na huśtawce, karuzeli itp. ma serdecznie dosyć, a postawiony na płaskim chodem przypomina pana Zdzicha po winie Czar PGRu. Dziecko nigdy. W którym momencie nam to zanika?

Wróćmy jednak na narty. Na Poniwcu jeździłam po raz pierwszy. Podobała mi się dobra organizacja: obsługa pilnowała, by 4- miejscowe kanapy jeździły pełne, parking był darmowy a i ceny karnetów przyzwoite. Stok był już trochę rozjeżdżony, ale warunki OK, zwłaszcza jak na godzinę 11. Polecałabym to miejsce na kilkugodzinny, narciarski wyskok (w dużej mierze ze względu na dojazd) ale nie tylko: obok stoku jest całkiem przyjemny hotel, dolina jest spokojna i oddalona od największego ruchu nawet w sezonie. Można powiedzieć że to taka oaza spokoju w dość gwarnym i zagospodarowanym Beskidzie Śląskim. 

Poniwiec

Po dwóch godzinach spędzonych na Poniwcu ruszyliśmy w stronę naszego właściwego celu- Wisły Malinki. Trasę z Poniwca do Malinki przejechaliśmy w 45 minut, ale warto było, bo czekał nas obiad w Malinówce. Polecam to miejsce wszystkim miłośnikom dobrego jedzenia: karta jest krótka, bazuje na lokalnych produktach, pstrąg wyśmienity w każdej postaci, a nade wszystko doskonały deser. Dla tych, którzy znajdą się w tym miejscu po obiedzie polecam zatrzymać się na sam deser, naprawdę warto.

Dla mnie był to już koniec śnieżnych wyzwań tego dnia, ale Radek nastawił się na wieczorną jazdę. W ciągu ostatnich kilku lat większość ośrodków narciarskich ma oświetlone stoki. Cieńków również. Od 16 do 17 stok jest zamknięty- ratraki przygotowują go przed wieczorną jazdą. Od 17 do 21 (22 w piątki) można więc wybrać się na wieczorne szusy. Nie jestem fanem wieczornych, śnieżnych wyzwań, dlatego moja kolej wypadła na godzinę 8 rano w niedzielę. I muszę przyznać, że było to moja najwspanialsza jazda w tym roku- stok przygotowany, lekki mrozik, ludzi mało i raczej dobrzy narciarze, kolejek do wyciągu zero i karnet poranny w dobrej cenie. Śnieżny raj, który żal było opuszczać.

Cienkow1

Ostatnim punktem naszego weekendu była skocznia im. Adama Małysza:

Skocznia

Byłam w tym miejscu dwukrotnie: wczesną jesienią oraz zimą. Polecam raczej tę pierwszą opcję- na samej skoczni jakoś specjalnie dużo oglądania nie ma, wjazd na górę kosztuje (10PLN osoba), za wejście na taras widokowy też trzeba zapłacić. I to raptem wszystkie atrakcje. Polecam dołożyć do tego spacer grzbietem, piękne widoki i zjazd lub zejście na dół w rejonie Cieńkowa.

Wspomniałam że niezbyt często bywamy w Wiśle- biorąc pod uwagę bliskość i możliwości tego rejonu tak w istocie jest. Mamy jednak plan, aby w tym roku spędzić tu tydzień wakacji. Będzie to o tyle ciekawe, że towarzyszyć nam będzie rodzina, która nigdy w Beskidzie Śląskim nie była. Do wakacji jeszcze pół roku, a ja postawiłam sobie za zadnie jak najlepiej zaprezentować województwo śląskie mieszkańcom województwa zachodniopomorskiego. Z pewnością podzielę się tu wrażeniami, także do zobaczenia w Wiśle.

Ewa

 

 

czwartek, 08 lutego 2018

Do wielu miejsc, które mimo młodego wieku miał okazję zwiedzić Staś w ostatnią niedzielę dołączyła kopalnia Królowa Luiza w Zabrzu. Skansen Górniczy Królowa Luiza obejmuje obecnie dwie lokalizacje: Szyb Carnall na ulicy Wolności oraz Park 12C i Bajtel Gruba przy ulicy Sienkiewicza. Jak nietrudno się domyślić ze względu na Staśka zdecydowaliśmy się na tę drugą lokalizację.

Program zwiedzania obejmuje przejście kopalnianymi podziemiami na głębokości ok. 36 m. Nie powala, zwłaszcza w porównaniu z Kopalnią Guido, gdzie można zjechać prawie 300 m pod ziemię (zainteresowanych odsyłam tu) niemniej podczas półtoragodzinnej wycieczki mamy okazję zobaczyć maszyny górnicze z różnych epok, ścianę węgla a także przejechać się górniczą kolejką. Cała przyjemność kosztuje 30 PLN za osobę dorosłą i 25 PLN za dziecko powyżej 3 lat.

Start1

Zwiedzanie rozpoczyna się od założenia gustownych, górniczych kasków. Ile ja razy podczas półtoragodzinnej wycieczki cieszyłam się że mam ten kask na głowie! W najniższym miejscu jest ok. 1m. Nie wiem jak długi jest ten odcinek, ale dla mnie trwał w nieskończoność. Staś trochę dziwnie na nas patrzył, jego wzrok mówił coś w rodzaju: czemu się tak ociągacie? Podczas gdy cała wycieczka przemierzała odcinek kucając i klęcząc on dziarsko zasuwał do przodu.

Najciekawszy na trasie był dla nas przejazd kolejką górniczą. Właściwie od pierwszego momentu kiedy weszliśmy do kopalni ciągle musieliśmy odpowiadać na pytanie: kiedy będzie kolejka?

kolejka3

Muszę przyznać że była to jedna z najmniej widokowych przejażdżek, jakie miałam okazję w życiu odbyć. Byliśmy zamknięci w wagonikach, okienko miało wymiar ok. 5 x 10 cm. Ale Staś był wniebowzięty.

Ostatnią ciekawostką był współczesny kombajn do urabiania węgla i ruchoma obudowa. Podobną można zobaczyć w Guido, tu jednak ściana jest dłuższa, a trasa wycieczki obejmuje przejście po obudowach. Kombajn jest uruchamiany, obudowy się przesuwają, dla laika jest to ciekawostka.

Kopalnia3

Na tle Guido Królowa Luiza jest znacznie mniej efektowna- nie zjeżdża się szolą, a wycieczka nie kończy się w barze przy zimnym piwku;). Jest także znacznie mniej wymagająca (stąd też inne ograniczenie wiekowe) i taka w sam raz dla odwiedzających Śląsk po raz pierwszy.

Ewa

 

Tagi: Śląsk
20:46, pieczyste
Link Dodaj komentarz »
O NAS