Opis naszych najciekawszych podróży i wyjazdów
RSS
piątek, 15 listopada 2013

Gdybym mogła wybrać w jakim mieście chcę mieszkać z pewnością byłby to Gdańsk. Gdy po raz pierwszy przyjechałam do Trójmiasta, najbardziej rzuciły mi się w oczy kolory. Na tle Śląska na którym mieszkam, Trójmiasto wydawało się takie jasne. Teraz dochodzę do wniosku, że to Śląsk jest taki szary, ale mniejsza o to. W tym roku miałam okazję spędzić w Gdańsku dwa dni i starałam się wykorzystać ten czas do maksimum.

Zaczęliśmy klasycznie od powitania z Neptunem:

 

Następnie oglądaliśmy Dwór Artusa i przylegającą obok kamienicę mieszczańską:

Komunikacji nie ułatwiał trwający akurat Jarmark Dominikański (mój przyjaciel, rodowity Gdańszczanin, unika w tym okresie centrum Gdańska jak ognia- rozumiem czemu) ale mimo to udało nam przejść się po zabytkowym centrum i dotrzeć do kościoła Mariackiego:

W kościele oglądaliśmy kopię jednego z najsłynniejszych dzieł malarskich znajdujących się w Polsce- Sądu Ostatecznego Hansa Memlinga. Akurat trafiliśmy na grupę oprowadzaną przez przewodnika i od niego usłyszeliśmy, że jeżeli ktoś będzie miał okazję, to koniecznie należy obejrzeć znajdujący się w Gdańskim Muzeum Narodowym oryginał. Kopia wisząca w Bazylice jest anonimowa - jest podobno tak kiepska że autor nie chciał się do niej przyznać.

Kolejnym punktem naszego programu było Muzeum Morskie, a konkretnie jego trzy oddziały: Żuraw

muzeum na Wyspie Spichrzów oraz statek Sołdek:

Żurawia będącego jednym z symboli Gdańska polecam każdemu. To ciekawe uczucie, gdy znajdujemy się na ostatniej kondygnacji i patrząc pod nogi widzimy tylko wodę.

Sołdek, czyli pierwszy statek wybudowany z Polsce po II Wojnie Światowej, jest również punktem, którego nie warto przegapić. Najlepszą relacją z pokładu Sołdka będzie relacja fotograficzna:

Muzeum na Wyspie Spichrzów, jakkolwiek świetnie zorganizowane, polecam jedynie koneserom historii.

Jako że przyszło nam spędzić w Gdańsku dwa dni, dzień drugi rozpoczęliśmy od Muzeum Narodowego oraz Sądu Ostatecznego. W 100% podpisuję się pod słowami przewodnika zasłyszanego w kościele Mariackim - kopia nie oddaje nawet w połowie magii oryginału:

Ostatnim miejscem które udało nam się zwiedzić jest Gdański Ratusz. Wnętrze sali czerownej od razu przywiodło nam wspomnienia ze zwiedzanego miesiąc wcześniej Pałacu Dożów w Wenecji:

Nie było to przypadkowe. Otóż wystrój sali czerwonej był autorstwa weneckiego architekta.

Wystawa w Ratuszu poświęcona jest historii Gdańska, dla osób zainteresowanych tematem z pewnością będzie ciekawa. Muszę przyznać, że mnie również mocno wciągnęła, choć do fascynatów historii nie należę.

Mówiąc o Gdańsku zawsze nazywam go najpiękniejszym miastem w Polsce, co z pewnością nie jest obiektywne. Ale czy można obiektywnie stwierdzić że coś jest najpiękniejsze? W tym miejscu przychodzi mi na myśl przysłowie: cudze chwalicie, swego nie znacie (bo podejrzewam że więcej Polaków widziało piramidy w Egipcie niż Żurawia) i zachęcić do odwiedzenia jednego z najpiękniejszych miast w Polsce.

 

Ewa

 



Tagi: miasta
20:25, radbel
Link Dodaj komentarz »
sobota, 02 listopada 2013

Grzechem byłoby nie skorzystać z jak pięknej jesieni jaką mieliśmy w tym roku. Zeszłej niedzieli za cel obraliśmy Pilsko. O godzinie 9 rano zaparkowaliśmy w centrum Korbielowa i jakież było nasze zdziwienie, kiedy zobaczyliśmy ile osób wpadło na ten sam pomysł!

Jako drogę wejściową do schroniska na Hali Miziowej obraliśmy szlak żółty- chyba najprzyjemniejszy ze szlaków. O tej porze roku całą drogę pokonaliśmy dywanem z liści:

Ilość ludzi w schronisku zaskoczyła nas jeszcze mocniej niż zatłoczony parking. Sporą grupę stanowili amatorzy dogtrekkingu oraz ich czworonożni towarzysze.

Nie wiem czy to przypadek, czy ma to jakieś meteorologiczne wyjaśnienie ale najpiękniejsze widoki w górach zdarza mi się mieć jesienią. Nie chodzi jedynie o barwy natury, ale o wspaniałą przejrzystość powietrza. Widok, jaki roztaczał się ze szczytu Pilska był z pewnością jednym z najpiękniejszych jakie zdarzyło mi się widzieć. Cała panorama Tatr: od lewej Tatry Bielskie z Hawraniem, poprzez Tatry Wysokie (bardzo dobrze widoczny Gerlach), charakterystyczny Krywań, aż po Tatry Zachodnie:

 

Wielki Chocz i towarzyszące mu Choczskie Wierchy, w tle Tatry Niżne:

 

Mała Fatra wraz z Wielkim Rozsutcem i Krywaniem Fatrzańskim:

 

Wreszcie nasze rodzime tereny- z Babią Górą na pierwszym planie:

 

Spędziliśmy na szczycie dłuższą chwilę jedząc drugie śniadanie i wylegując się w słońcu. Spoglądając wstecz, nie przypominam sobie tak pięknej aury pod koniec października.

Na dłuższy postój pozwolilismy sobie również w schronisku. Tak naprawdę to pierwszy raz w życiu miałam okazję posiedzieć tam dłużej. Jest to jedno z nowszych schronisk w naszych górach. Pamiętam że początkowo na pierwszym piętrze znajdowała się restauracja. Pomysł całe szczęście upadł i dzisiaj można się tam czuć całkowicie swobodnie, choć pewnie trochę czasu upłynie zanim miejsce to zyska prawdziwie górski klimat.

 

Ze schroniska ruszyliśmy grzbietem w stronę Sopotni Wielkiej. Był to bardzo dobry pomysł, gdyż na całej trasie spotkaliśmy jedynie dwie niewielkie grupy turystów. Na przełęczy Przysłopy odbiliśmy niebieskim szlakiem w dół, z powrotem do Korbielowa.

Z pięknej pogody korzystali nie tylko wycieczkowicze. Na zdjęciu poniżej stado owiec i kóz (zaganianych przez dwa psy), które również spędzały czas na świeżym powietrzu (choć turystyką bym tego nie nazwała;)).

 

Teraz pozostaje nam trzymać kciuki, aby piękna jesienna pogoda utrzymała się jak najdłużej- przed nami perspektywa kilku dni w Tatrach, a tam już niestety aura o tej porze roku może nie być taka łaskawa.

 

Ewa

 

 

 



O NAS