Opis naszych najciekawszych podróży i wyjazdów
RSS
niedziela, 26 maja 2013

Stożek zawsze kojarzy nam się z Wisłą, a przecież nie tylko z tej strony można na niego wejść.

Nasz trasa rozpoczęła się w Istebnej Andziołówce przy zielonym szlaku. Nie poszliśmy jednak szlakiem, ale skręciliśmy w prawo, zgodnie z drogowskazami na izbę pamięci J. Kukuczki.

Kto tam nie był, to warto ją zobaczyć i przypomnieć sobie postać najwybitniejszego polskiego himalaisty.

Z izby idziemy dalej drogą do końca przysiółku i skręcamy w lewo. Droga wiedzie przez las wzdłuż strumienia a czasem koło wysoko położonych domów. Po drodze mijamy urokliwa kapliczkę i ołtarz.

 

 

W końcu dochodzimy do dużej polany, na której spotykamy żółty i zielony szlak.

Trochę poniżej można także spotkać owieczki.

 

Żółtym i zielonym szlakiem, przechodząc przez duże obszary wyciętego lasu, z wspaniałymi widokami na Beskid Śląski, Żywiecki a nawet Tatry, docieramy na Kiczory.

 

 

Potem już tylko obowiązkowe zdjęcie na Kyrkawicy i Stożek.



 

Radek

piątek, 24 maja 2013

Następnego dnia postanowiliśmy odwiedzić naszych południowych sąsiadów. Po Czeskiej stronie leży miasteczko Nachod wraz z przepięknie położonym na wzgórzu zamkiem. Widok z zamku na rynek Nachodu:

Zamek udostępniony jest do zwiedzania na trzech trasach. Atrakcją wybranej przez nas trasy były drewniane, ręcznie malowane sufity. Dodatkowo zamek zamieszkały jest przez dwa brunatne misie o różnym temperamencie- jedne przez dłużą chwilę nie poruszał się wcale, drugi nie zatrzymywał.

 

Wracając do zamku. Jest naprawdę duży. Co za tym idzie, ciężko go utrzymać. Akurat w czasie kiedy tam byliśmy najwyższa wieża była w remoncie, szkoda.

Widać że cały obiekt wymaga jeszcze wielu prac konserwatorskich.

Pomimo faktu że przyroda jeszcze nie do końca obudziła się do życia, bardzo podobały mi się ogrody:

Trochę przypominały ogrody w Książu. Zresztą cały zamek trochę przypominam mi Książ, może to przez tę wielkość? Jednak w porównaniu do Książa przebudowanego przez hitlerowców tak że wnętrza zatraciły cały swój pierwotny charakter, Nachod ma wnętrza dość dobrze zachowane.

Pogoda nie zachęcała do spacerów, więc po drobnych zakupach wróciliśmy do Polski. Tuż za granicą znajduje się cudowne źródełko Matki Boskiej z kapliczką:

Legenda głosi że za sprawą wody ze źródełka ustała niegdyś epidemia cholery.

Ze źródełka pojechaliśmy do ostatniego kłodzkiego uzdrowiska jakie udało się nam obejrzeć- Polanicy. Na tle Dusznik czy Kudowy Polanica to perełka. Śliczne, zadbane miasteczko, z neobarokowym kościołem:

wspaniałym parkiem zdrojowym:

fontanną:

niedźwiadkiem polarym (którego się spoooro naszukaliśmy)

 

Dodatkowo jest tu dużo miejsc w których można usiąść, zjeść coś, napić się kawy- ani Kudowa ani Duszniki tego nie miały.

W tle pijalnia wody Wielka Pieniawa:

Woda w Polanicy jest bardzo delikatna, myślę że będzie smakować każdemu. Żal było stamtąd wracać.

Zawsze po powrocie planuję kolejny wyjazd w rejony, które zrobiły na mnie wrażenie. Przyznam, że Góry Stołowe i uzdrowiska w Kotlinie Kłodzkiej takim rejonem nie są- nie zastanawiam się kiedy tu wrócę i co mogłabym jeszcze zobaczyć. Pomimo tego, wspominając pogodę jaką uraczył nas miniony weekend majowy, myślę że to miejsce było świetnym wyborem. Poza opisanymi atrakcjami byliśmy jeszcze na Szczelińcu i w Wambierzycach. Zastanawialiśmy się nad wycieczką do Pragi- działa tu wiele biur podróży oferujących jednodniowe wyjazdy w dość atrakcyjnej cenie. Nie zdążyliśmy zwiedzić muzeum zabawek, skansenu w Kudowie, muzeum zapałek w Bystrzycy Kłodzkiej oraz wielu innych atrakcji. Jedyny pogodny dzień poświęciliśmy na Śnieżnik, na który na pewno jeszcze wrócę- biorąc pod uwagę mnogość szlaków prowadzących na ten szczyt marzy mi się coś w rodzaju tydzień na Śnieżniku, codziennie inną drogą. 

Podsumowując- wolę trochę wyższe góry. Góry Stołowe mniej przypominały mi góry, a bardziej Jurę Krakowsko- Częstochowską.

 

Ewa

 

wtorek, 21 maja 2013

Drugiego dnia stwierdziliśmy że żadne pogoda nie będzie nam dyktować gdzie mamy chodzić a gdzie nie i wybraliśmy się na Błędne Skały. Podeszliśmy z Bukowiny Kłodzkiej zamiast wjeżdżać klasyczną drogą Aleksandra. Były to dwie godziny chodzenia w deszczu.

 

 

Błędne Skały, jakkolwiek ciekawe, nie będą moim ulubionym miejscem- ani w górach Stołowych ani w ogóle. Chyba jednak nie lubię się tak przeciskać. Ale zobaczyć warto.

Wracając do Kudowy (tam mieliśmy nocleg) postanowiliśmy zobaczyć ruchomą szopkę (mieści się ona w prywatnym domu):

oraz Kaplicę czaszek w Czermnej. Kosztowało nas to dłuższą chwilę spędzoną w kolejce do wejścia, ale było warto.

Jest to jedyna kaplica czaszek w Polsce, gdzieś wyczytałam że w Europie są cztery. Wybudowana w XVIIIw przez księdza Wacława Tomaszka, przypomina najstarszą i najbardziej oczywistą prawdę: z prochu powstałeś, w proch się obrócisz. Tu słowa te możemy zobaczyć na własne oczy.

Popołudnie spędziliśmy spacerując po Kudowie. A w zasadzie to mieliśmy je tak spędzić, ale w parku zdrojowym natknęliśmy się na park linowy. Tak więc po południe spędziliśmy spacerując (wisząc???) po parku linowym:

oraz rozmasowując wyeksploatowane w parku linowym kończyny.

Widok na pijalnię:

bo nie obeszło się również bez wizyty w pijalni. Wody dostępne w Kudowie mają dość wyrazisty smak, ale przyjemny.

Ogólnie Kudowę oceniam pozytywnie. Największym atutem jest dużo miejsc spacerowych. Największą wadą informacja turystyczna. W Kudowie nawet nie warto do niej zaglądać. Panie nie potrafiły odpowiedzieć na żadne pytanie i w nieprzyjemny sposób komentowały przychodzących ludzi.

I na koniec kilka zdjęć budynków, które mi szczególnie przypadły do gustu:

 

Ewa



poniedziałek, 13 maja 2013

Weekend majowy jaki był, każdy widział. Szczęśliwie spędziłam go w miejscu, w którym nawet w niepogodę nie można narzekać na nudę-  w Kotlinie Kłodzkiej. Co oczywiście nie zmienia faktu, że najlepiej wspominam jeden dzień, w który pogoda dopisała. Ale o tym później.

Pierwszego maja, w zasadzie od wyjazdu z Zabrza towarzyszył nam deszcz. No nic, jedziemy. Plany na pierwszy dzień były ambitne- spragnieni gór i ruchu, z dużą ilością energii mieliśmy przejść największe atrakcje Gór Stołowych- Szczeliniec Wielki oraz Błędne Skały. Rzeczywistość okazała się jednak bezlitosna i musieliśmy zadowolić się spacerem z Lisiej Przełęczy na Skały Puchacza i z powrotem. Trasa była bardzo przyjemna, niestety wszechobecna mgła powodowała że nie widoki ograniczyły się do okolicznych skałek.

 

Jeżeli więc nie góry, to co? Uzdrowiska! Na pierwszy ogień poszły Duszniki. Uzdrowisko znane z faktu że niegdyś przebywał tu Fryderyk Szopen. Miasteczko posiada śliczny rynek:

z pręgierzem...

Nieopodal znajduje się Kościół Świętego Pawła:

ze słynną amboną w kształcie otwartej paszczy wieloryba:

Jedną z największych atrakcji nie tylko Dusznik, ale i całej Kotliny Kłodzkiej jest muzeum papiernictwa, które mieści się w barokowym, ślicznie odrestaurowanym budynku:

W muzeum dowiedzieć się można m.in. o powstaniu i historii papieru, ale także można wyprodukować papier samemu (oczywiście za opłatą:)). Ja zadowoliłam się zakupem kilku kartek okazjonalnych z papieru czerpanego produkowanego w Dusznikach.

 

Skoro Duszniki to Zdrój, to czas na pijalnię wody oraz park zdrojowy:

wraz z Dworkiem Szopena:

Każdego dnia długiego weekendu odbywały się tu koncerty. Na niepogodę jak znalazł.

 

Duszniki zrobiły na mnie wrażenie pozytywne, są jednak niewielkim uzdrowiskiem. Woda smaczna, będzie w szczególności smakowała tym, dla których woda to woda a nie ciemniejącą ciecz o nieciekawym zapachu. Czego mi brakowało? Park zdrojowy wyglądał trochę jak opuszczony:

Myślę że to akurat zasługa pogody, ale w mojej pamięci Duszniki pozostaną trochę niczym uzdrowisko- widmo.

I na koniec, nie wypadałoby nie wspomnieć o informacji turystycznej, którą Duszniki miały najlepiej zorganizowaną i zaopatrzoną ze wszystkich odwiedzonych przez nas w Kotlinie Kłodzkiej miejsc. Będąc na rynku naprawdę warto tam zajrzeć, choćby po bardzo praktyczny plan miasta.

 

Ewa

 

 



O NAS