Opis naszych najciekawszych podróży i wyjazdów
RSS
piątek, 30 sierpnia 2013

Nie wiem ile razy zdarzyło mi się przejść szlak turystyczny, który nie był szlakiem górskim. Pewnie niewiele. Dlatego chciałbym opisać szlak, jaki z pewnością mogę zaliczyć do kategorii szlaków nie-górskich.

 

Czas akcji: sierpień 2013;

Miejsce akcji: Kaszuby, Puszcza Darżlubska, gdzieś między Wejherowem a Puckiem;

Osoby: Ewa i Radek

 

Zacznę od tego, że Kaszuby były jednym z moich ulubionych miejsc na wakacje w czasie studiów. Wróciłam tam po 4 latach, z ambitnym zamiarem pokazania mojemu mężowi jednego z najpiękniejszych regionów w Polsce. I tak pierwszym punktem naszego programu stały się Groty Mechowskie. Słyszałam o tym miejscu bardzo dużo i były to skrajnie różne opinie. Począwszy od zachwytów nad jedynym tego typu zjawiskiem w Polsce, skończywszy na opinii że to dziury, w których nie ma co oglądać. Czas sprawdzić na własne oczy. Godzina 11 rano, Jezioro Dobre, starujemy!

W zasadzie cały szlak wiedzie przez las:

Momentami zbliżamy się do okolicznych wsi, co rozpoznajemy po szczekaniu psów, tudzież innych odgłosach gospodarskich.

Największą atrakcją szlaku, są ogromne głazy narzutowe (mniej więcej w połowie trasy Jezioro Dobre- Mechowo). Pierwszy z nich to Boża Stópka. Żeby ją znaleźć należy nieznacznie odbić ze szlaku w kierunku Świecina. Łatwiej jest to zrobić w drodze powrotnej, gdyż rzuca się wtedy w oczy tablica informacyjna. Przyznam że Boża Stópka nie zrobiła na mnie takiego wrażenia, aby ją uwiecznić. Co innego Diabelski Kamień:

 

Nie da się go nie znaleźć. W górach taki głaz byłby mało zaskakujący, tutaj było to dosyć dziwne wrażenie- zielono, zielono i nagle skała.

Sam szlak jest dość monotonny w porównaniu z górskimi szlakami. Momentami wiedzie przez tereny bagniste. Nie radziłabym tam odbijać ze szlaku.

 

Widać było że w lesie jest sporo zwierzyny- naliczyłam w sumie 5 saren, wszystkie jednak biegały szybciej niż ja fotografuję. Tu uwieczniłam jedynie ślady bytności zwierząt:

 

Ostatni kilometr szlaku wiedzie przez Mechowo. Jest to bardzo przyjemna wieś, w centrum znajduje się śliczny kościół pod wezwaniem Świętych Jakuba i Mikołaja. Polecam, naprawdę warto zajrzeć. Wnętrze utrzymane jest w barokowym stylu, wystrój zaś nawiązuje do tradycji myśliwskich- żyrandol zrobiony jest z poroża.

 

 

Wreszcie dochodzimy do celu podróży- grot.

W tej chwili mogę potwierdzić większość opinii jakie o tym miejscu słyszałam, za wyjątkiem jednej- że nie warto tu przychodzić. Otóż nieprawda. Fakt- groty nie są imponującej wielkości, ich przejście to 30 sekund z zegarkiem w ręku, a najciekawsza część nie jest udostępniona zwiedzającym. Ale są czymś unikatowym, czymś czego jeszcze nigdy nie widziałam i w zasadzie nie bardzo wiem do czego to porównać.

Największe wrażenie zrobił na mnie widok z zewnątrz, może się wydawać,że to brama do wejścia w głąb ziemi. Uczucie to potęgują skalne filary przy wejściu i wyjściu z grot.

 

Drogę powrotną przemierzyliśmy tą samą trasą i późnym popołudniem znaleźliśmy się zwonu nad jeziorem:

 

Groty Mechowskie polecam wszystkim, którzy nie szukają spektakularnych wrażeń w stylu "jak góry to tylko Tatry" ale chcą zobaczyć coś niepowtarzalnego.

I na koniec zdjęcie jednego z drogowskazów jakie mijaliśmy chodząc po lesie:

 

 Ewa



poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Nasza trasa rozpoczęła się w Jaworzynce, a właściwie na przejściu granicznym Hrcava-Jaworzynka. Żółtym szlakiem, przez kwieciste duże łąki, z widokami na okoliczne góry doszliśmy do miejsca nazwanego na mapie Na Dilku. Przyjemnie jest patrzeć na łąki, które są albo koszone, albo „zjadane” przez krowy lub owce.

 

Do tego momentu szlak jest bardzo łagodny. Najpierw odchodzą znaki zielone, a następnie dochodzimy do znaku czerwonego, którym dość stromo podchodzimy na grzbiet. Przez Komorovsky Grun przechodzimy trochę lasem, trochę polanami. Od czasu do czasu z widokiem na Małą Fatrę. I tak dochodzimy do Chaty Girorva. Schronisko jest przyjemne, ale my idziemy krótkim i stromym podejściem na szczyt.

 

A na szczycie jagody, jeżyny i trochę zakryty przez drzewa widok na Małą Fatrę.

 

Po dłuższym odpoczynku schodzimy ze szczytu i szlakiem zielonym idziemy do drogi na Hrcavą. Początkowo stromo przez las, potem widokowymi łąkami dochodzimy do asfaltu. Po drodze zatrzymujemy się jeszcze w Hrcovej przy drewnianym kościele i dochodzimy do punktu wyjścia.

Girowa to tak naprawdę dłuższy spacer, a nie wielka górska wyprawa. Co nie zmienia faktu, że jest to spacer przyjemny i godny polecenia.

 

Radek

O NAS