Opis naszych najciekawszych podróży i wyjazdów
RSS
niedziela, 24 września 2017

Najbardziej charakterystycznym symbolem Małej Fatry są niewątpliwie poszarpane szczyty Rozsutców- Wielkiego i Małego. Ogromną popularnością cieszą się także Diery- szlaki poprowadzone po drabinkach, mostkach i innych sztucznych ułatwieniach. Nie o tym będzie jednak dzisiaj mowa.

Szlakiem, o którym chciałabym napisać jest przejście grzbietem od przełęczy Snilovskie Sedlo do Starej Doliny, czyli potocznie mówiąc kolejką pod Krywań, a następnie w dół. Jechałam tą kolejką kilka lat temu, choć prawdę mówiąc nie była to dokładnie ta kolejka, a jej starsza siostra, zniszczona przez lawinę błotną. Na przełęcz wiedzie także szlak, ale szczerze odradzam wszystkim pokonywania go na piechotę- jest niesamowicie stromy i nie obfituje w żadne atrakcje. Widoki zaczynają się dopiero powyżej przełęczy.

Przelecz

Sama przełęcz jakaś szczególnie atrakcyjna nie jest, zwłaszcza biorąc pod uwagę tłumy turystów wybierających się na Krywań. Krywań jest najwyższym szczytem Małej Fatry, mierzącym ponad 1700m.n.p.m. Ale dzięki wspomnianej już kolejce przewyższenie, które należy pokonać to zaledwie 200m. O skali trudności może świadczyć fakt, że Staś zdobył go samodzielnie, na własnych nóżkach. Widok z Krywania na północ jest jednym z piękniejszych górskich widoków. Lubię określać takie widok jako morze gór. W tym wypadku morze gór stanowi w większości Wielka Fatra.

Krywan

Wracając jednak do naszej trasy. Z Krywania zeszliśmy tą sama drogą na przełęcz, następnie udali się w kierunku szczytu o nazwie Chleb. Tu w dalszym ciągu mogliśmy podziwiać widoki, dodatkową atrakcją były szybowce- zdawało się że są tuż nad nami. Ruszyliśmy dalej, w kierunku szczytu Południowy Gruń. Szlak jest typową grzbietówką- góra dół, z niewielką róznicą poziomów. Z racji piękniej pogody podziwiać mogliśmy nawet Tatry, choć w oddali i za lekką mgłą. Za to pięknie prezentował się Wielki Chocz.

Grzbiet

Na Południowym Gruniu robimy dłuższy postój. Stąd szczególnie majestatycznie prezentują się Stoh (to jeden z tych szczytów Małej Fatry, na których nie byłam, a na które mam ogromną ochotę) oraz Wielki Rozsutec.

Stoh

Postój jest zaplanowany, gdyż na Południowym Gruniu zaczyna sie najtrudniejsza część naszej dzisiejszej drogi i o dziwo nie jest to podejście. Nie wiem jakim cudem przegapiłam to zagęszczenie poziomnic na mapie, w każdym bądź razie nie spodziewałam się aż takiego nachylenia! Śmiało mogę powiedzieć, że nie licząc skalistych, prawie pionowych szlaków oraz ferrat był to najbardziej stromy szlak jaki zdarzyło mi się przejść. W Polsce podobną sławą cieszy się jeden ze szlaków na Lackową (najwyższy szczyt w Beskidzie Niskim). Nie miałam okazji go przejść, ale bazując na opinii Radka nachylenie jest podobne, niemniej Lackowa wypada w tym zestawieniu korzystniej, bo zejście jest krótsze...

Po morderczyn zejściu odzyskujemy siły w Chacie na Gruniu. Wspaniełe miejsce na wycieczkę z dziećmi- jest nawet plac zabaw. No i można sobie kupić nic za 2 Euro;)

Nic

Zółty szlak prowadzący z Chaty na Gruniu do Starej Doliny biegnie w lesie. Nie obfituje w żadne fenomentalne widoki, ale można zaobserwować jak potężne są siły natury- na stromych zboczach obserwujemy ogrome ilości materiału skalnego, który niesiony jest wraz wodą spływającą z gór.

Cała trasa, która przeszliśmy była dość wyczerpująca, choć oczwiście warta zachodu. Mniej wytrwałym polecam podzielić ją dwa odcinki: Krywań i Chleb ze zjazdem kolejką oraz wycieczkę ze Starej doliny do Chaty na Gruniu, dla bardziej wytrwalych podejście na Południowy Gruń.

Tak się złożyło, że ta wyieczka była ostatnią podczas tygodnia spędzonego w Małej Fatrze. Pogoda nas nie rozpieszczała- jeden dzień lało tak, że wybraliśmy się jedynie na obiad, a dwa dni chodziliśmy po górach w deszczu. Tym bardziej cieszył nas fakt, że ostatni dzień wykorzystaliśmy na 100% naszych możliwości.

Ewa

 

 

czwartek, 07 września 2017

Nie wiem ile dni jest potrzebnych aby zwiedzić wszystkie atrakcje Wiednia, ale 3 to stanowczo za mało! Wiedeń był pierwszym etapem naszych tegorocznych wakacji, a pierwszym etapem Wiednia był Prater. Prater to ogromne, wesołe miasteczko z młyńskim kołem, będącym jednym z symboli Wiednia- od tej atrakcji zaczęliśmy. Bilet dla osoby dorosłej kosztuje 10E, dwulatek bezpłatnie.

Prater1
Co do wrażeń, to muszę przyznać że mam mieszane uczucia. Widok na miasto jest przepiękny i oczywiście wart zobaczenia, ale poza tym? Przejażdżka nie jest zbyt emocjonująca, robi się tylko jedno okrążenie i to "czkawką"- koło zatrzymuje się co wagonik, aby wpuścić pasażerów. Nie chciałabym jednak nikogo zniechęcać, to jest moje subiektywne odczucie, a po takich rozreklamowanych atrakcjach często spodziewamy się nie wiadomo czego. Dla mnie najciekawsze w tej przejażdżce okazało się wypatrzenie kolejnej atrakcji- gigantycznej karuzeli łańcuchowej. Nie jestem jakimś szczególnym fanem mocnych wrażeń, ale przejażdżki na wysokości 95m nie potrafiłam sobie odmówić.

Czym byłby Wiedeń bez sznycla po wiedeńsku? Na obiad wybraliśmy się do restauracji leżącej dwie przecznice dalej. Jej opis znaleźliśmy w Internecie, jako restauracji tradycyjnej i serwującej dania w atrakcyjnej cenie. Za dwa drugie dania, zupę oraz piwo zapłaciliśmy niecałe 30E, co jak na warunki wiedeńskie jest ceną bardzo atrakcyjną.

Kolejny dzień spędziliśmy w ogrodzie zoologicznym. Naszym celem były misie panda, ale Stasiowi najbardziej podobały się lemury.

Wiede_zoo1
Wiedeńskie zoo jest najstarszym w Europie, niegdyś było to carskie zoo. Niestety jest też horrendalnie drogie- za dwie dorosłe osoby zapłaciliśmy 37E (dwulatek bezpłatnie).

Następnego dnia udaliśmy sie w stronę zabytkowego centrum miasta. Tu warto zaznaczyć, że po Wiedniu najlepiej przemieszczać się komunikacją miejscą, w szczególności metrem. Najlepiej kupić bilet kilkudniowy i korzystać do woli. W Wiedniu brak jest historycznego starego miasta- w połowie XIXw. centrum zostało przebudowane tak, by stać się nowoczesną (jak na owe czasy) metropolią. Wtedy też powstały słynne aleje, określane mianem ringu, przy których mieszczą się najważniejsze budynki jak opera, od której zaczęliśmy. Dalej obejrzeliśmy pozostałe sztandarowe atrakcje Wiednia: katedrę św. Szczepana z obowiązkowym wjazdem na wieżę, zabytkowe kościoły i cerkiew oraz Hofburg- dawną cesarską rezydencję.

Wiede2

Największe wrażenie zrobił na mnie barokowy kościół św. Piotra. Koścół ten to kwintesencja baroku, wręcz kapie złotem i ornamentami.

Peters_kirche

Hofburg zwiedzaliśmy z audioprzewodnikiem w języku polskim. Wystawa, na którą się zdecydowaliśmy poświęcona była m.in. legendarnej cesarzowej Austrii Elżbiecie Bawarskiej, znanej jako Sissi. Historia Elżbiety niewiele ma jednak wspólnego z lukrowaną opowieścią przedstawianą w filmach. Sympatia Austriaków do cesarzowej też jest raczej wykreowana- za życia nie cieszyłam się ona ani zrozumieniem, ani uznaniem otoczenia, ani miłością poddanych. Legenda, jaka jej dziś towarzyszy jest raczej wynikiem tragicznej śmierci cesarzowej- została zasztyletowana przez włoskiego anarchistę, który po prostu chciał zabić kogoś znanego.

Ostatniego dnia wybraliśmy się do Belwederu- pałacu będącego arcydziełem architektury baroku, mieszczącego obecnie galerię sztuki. Najsłynniejszą częścią tej galerii są obrazy Gustawa Klimta, ze słynnymi "Pocałunkiem" oraz "Judytą". Powiedziałam sobie, że nie wyjadę z Wiednia, dopóki ich nie zobaczę. Oprócz Klimta zobaczyć można m.in Van Gogha i Moneta, a także jeden z najbardziej znanych portretów Napoleona. Wizytę w Belwederze polecam każdemu, kto choć trochę interesuje się sztuką lub po prostu lubi podziwiać piękno.

Belweder

W drodze do samochodu zajrzeliśmy jeszcze do kościoła św. Karola. Zaintrygowała nas monumentalna budowla, choć 16E za wstęp (2 osoby) nieco ostudziło entuzjazm. Koścół ma przepiekny, barokowy wystrój (nie tak piękny i bogaty jak wspomniany już kościół św. Piotra), a jego główną atrakcją są freski. Pomimo że freski zdobią kopułę, dane nam było obejrzeć je z bliska. Otóż w kościele zamontowana jest winda, którą wjeżdża się pod samą kopułę szczytową. Ostatni etap pokonuje się po schodach- 111 drewnianych stopniach. Freski są przepiękne, choć jeszcze większe wrażenie robi spojrzenie z drewnianej platformy w dół oraz świadomość gdzie się znajdujemy.

Karls_kirche

Wybierającym się do Wiednia chciałabym polecić tę stronę.

Jest to poradnik gdzie w Wiedniu zjeść niedrogo i smacznie, z którego sami korzystaliśmy. Spróbowanie lokalnej kuchni to dla mnie część zwiedzania, dlatego serdecznie polecam, aby w Wiedniu skusić się na sznycla po wiedeńsku.

 

Ewa

 

 

 

20:50, pieczyste
Link Dodaj komentarz »
O NAS