Opis naszych najciekawszych podróży i wyjazdów
RSS
sobota, 22 października 2016

Relację z Madery rozpoczęłam od opisania miejsc, które na mnie osobiście wywarły największe wrażenie. Dzisiejszy wpis chciałabym poświęcić najpopularniejszym i najbardziej znanym atrakcjom wyspy. Jedno z nich, Ponta do Sao Lourenco zostało opisane w poprzednim tekście. A co poza tym? 

Rabacal

Pod tą nazwą kryje się najpopularniejsza na Maderze lewada. Cóż to takiego? Lewada to kanał nawadniający. Woda z górskich, obfitujących w opady terenów dostarczana jest lewadą (czyli wybudowanym przez człowieka kanałem) na znajdujące się niżej tereny rolnicze. Jak wszystkie budowle hydrotechniczne lewady wymagały napraw i konserwacji. Dlatego wzdłuż każdej lewady biegnie ścieżka. Dziś lewady są głównie atrakcjami turystycznymi. Rabacal i szlak prowadzący do miejsca o nazwie 25 Fontann uważany jest za najpiękniejszą lewadę.

25_Fontes2

W istocie jest to piękne miejsce, ale strasznie tłoczne- bycie naj zobowiązuje. Z pewnością zrobi wrażenie na osobach nie mających zbyt dużego górskiego doświadczenia oraz na tych, którym stan zdrowia nie pozwala na zapuszczenie się w wysokie góry (lewady ze względu na niewielkie nachylenie są łatwo dostępne). Niemniej dla osób chodzących po górach będzie to miejsce równie piękne jak tysiące innych w Tatrach, Alpach czy Pirenejach. A nie wyjątkowe. Tym, którzy wybierają się na Rabacal mogę polecić, aby nie poprzestali na tej jednej lewadzie, ale zdecydowali się jeszcze na znajdującą się obok króciutką lewadę Risco. Wodospad znajdujący się na jej końcu zrobił na mnie dużo większe wrażenie niż osławione 25 Fontann.

Risco

Monte

Monte to wzgórze górujące na Funchal- stolicą Madery. Wjechać na nie można kolejką gondolową (10E osoba) podziwiając po drodze całe miasto. Na wzgórzu znajduje się kaplica, ogród tropikalny oraz kościół. Niedaleko jest także ogród botaniczny, ale ten niestety ucierpiał w tegorocznych pożarach. Największą jednak atrakcją samego wzgórza jest zjazd z niego wiklinowymi saniami. Smaczku całej przygodzie dodaje fakt, że ulice nie są wyłączone z ruchu, ba przejeżdżamy nawet przez skrzyżowanie! Sanie są rozpędzane i kierowane przez dwóch mężczyzn. Oni także dbają o to, by adrenaliny przez cały zjazd nam nie zabrakło. Podejrzewamy że ze względu na Staśka jechali z nami troszkę wolniej niż normalnie, ale mimo to był to niezapomniany zjazd. Film na którym przejeżdżamy przez skrzyżowanie:

Cabo Girao

Czyli drugi najwyższy klif w Europie. Widok piękny, choć daleko mu do opisanego w poprzednim tekście Faja dos Padres. Dodatkowo tłumy ludzi- każda autokarowa wycieczka musi się tu obowiązkowo zatrzymać. Polecam zobaczyć i jechać dalej.

Cabo_Girao

Porto Moniz

Miejscowość słynie z naturalnych basenów wulkanicznych oraz restauracji Cachalote. Co do basenów- to bardzo ciekawa sprawa, nawet Radkowi się podobało (niewtajemniczonym wyjawię, że mój mąż nie pływa i w ogóle uważa że gdyby ludzie mieli pływać to mieliby płetwy). Mnie jednak zniechęciła wylana tam ogromna ilość betonu. Trudno mi to nazwać naturalnymi basenami, dla mnie to betonowe baseny z wystającymi skałami wulkanicznymi. Jeżeli chcemy się poopalać czy posiedzieć na brzegu to ręcznik również musimy rozłożyć na betonie. Ponieważ w Porto Moniz byliśmy pod koniec całodniowej podróży (objechaliśmy wyspę dookoła w sensie dosłownym) krótki przystanek na kąpiel był odprężeniem i przyjemnością. Ale nie wróciłabym w to miejsce, no chyba że dla widoków, które podziwiać można zjeżdżając do miejscowości.

Porto_Moniz

Zjeżdżając do Porto Moniz bardzo polecam zatrzymać się na parkingu z punktem widokowym (których tu nie brakuje) i nacieszyć oko choć przez krótką chwilę. Wspomniałam jeszcze o restauracji Cachalote. Podobnie jak w poprzednim tekście nie podejmę tematu jedzenia, ponieważ jest to temat zasługujący na znacznie więcej miejsca. A ten wpis właśnie skończyłam, zapraszam więc na kolejny.

Ewa

 

 

 

sobota, 15 października 2016

Z Madery wróciliśmy ponad tydzień temu, czas najwyższy więc podzielić się wrażeniami. Miałam dwa pomysły na tekst: pierwszy o kultowych miejscach na Maderze, a drugi o miejscach, które na nas zrobiły największe wrażenie. Na pierwszy rzut pójdą miejsca, które oczarowały nas osobiście a niekoniecznie znajdują się w każdym programie wycieczki.

Ponta do Sao Lourenco

Pierwszą dłuższą wycieczką jaką odbyliśmy była trasa na najbardziej wysunięty na wschód punkt wyspy, czyli przylądek św. Wawrzyńca (port. Ponta do Sao Lourenco). I muszę przyznać, że chyba żadne miejsce na wyspie nie zrobiło na mnie takiego wrażenia.

Sao_Lourenco_1

Sao_Lourenco1

Trasa biegnie przez bardzo surowy, niemal pustynny teren. Ruch na trasie jest duży, gdyż jest to jedno z kultowych miejsc wyspy i większość gości nastawionych na aktywny wypoczynek prędzej czy później decyduje się na tę trasę. Trasa nie jest trudna, różnice poziomów niewielkie, a widoki zwalają z nóg. Niemniej trasa jest wyczerpująca- cały teren jest odkryty (ani grama cienia!) co przy temperaturach panujących na Maderze we wrześniu było naprawdę męczące. Atutem wycieczki jest dostępność- autobusy podjeżdżają na początek szlaku co godzinę.

Faja dos Padres

O miejscu tym dowiedziałam się od naszego rezydenta w hotelu. Polecił nam je jako najbardziej niesamowitą kolejkę linową na Maderze. I muszę przyznać że nie było w tym ani grama przesady- kolejką zjeżdża się z 500- metrowego klifu w dół, niemalże w pionie!!!

Faja_dos_Padres

Faja_dos_Padres1

Na dole znajdują się uprawy, także mieliśmy okazję podziwiać jak rosną banany, marakuje czy mango. Miejsce to nie jest nastawione na masową turystykę- jest co prawda zaznaczone na mapie, ale bez informacji że jest tam kolejka. My trafiliśmy sprawdzając trasę na google maps oraz kierując się tablicami informacyjnymi i nie był to żaden problem. Nie ma jednak co liczyć na zobaczenie tego miejsca w ramach zorganizowanej wycieczki, nawet parking przy kolejce nie jest przystosowany do obsługi autokarów.

Boca do Risco czyli trasa z Machico do Porto da Cruz

To miał być zwykły spacerek, niezbyt ciekawą ale za to położoną blisko naszej miejscowości lewadą. I tak właśnie się zaczął. Po przejściu ok. 1/3 trasy było odbicie na punkt widokowy, który zdecydowalismy się zaliczyć. Widoki owszem piękne, ale największe wrażenie zrobiła na nas dalsza część szlaku (poprowadzona w klifie) wiodącego do Porto da Cruz. Szybki rzut oka na mapę i decyzja nie mogła być inna- idziemy!

Boca_do_Risco

Trasa jest w istocie przepiękna, a widoki niesamowite (choć muszę przyznać że ustępują miejscom opisanym powyżej). Fatalna natomiast okazała się sama przeprawa przez Porto da Cruz- asfaltem i w piekącym słońcu. W samym Porto da Cruz wybraliśmy się na obiad i tu chciałam dodać dwa słowa o kuchni maderskiej, ale myślę że wrócę do tego w jednym z planowanych tekstów. Mogę jedynie zdradzić, że tak dobrej wołowiny nie ma nigdzie na świecie.

Płaskowyż Paul da Serra

oraz wiodąca nań droga z przełęczy Ecumenada. O tym miejscu muszę powiedzieć, że było dla mnie ogromnym zaskoczeniem- no bo co ciekawego może być w płaskowyżu? I w zasadzie dalej nie potrafię powiedzieć, co w nim wyjątkowego, potrafię jedynie przywołać ten niesamowity widok:

Paul_da_Sera

Paul_da_Sera1

Za to drogę mogę opisać tak- chowajcie się wszystkie alpejskie drogi! Maderskie drogi, to dopiero wyzwanie. Długo łamaliśmy się, czy w ogóle wypożyczać samochód, jednak ciekawość wyspy była silniejsza niż strach;) Na samej przełęczy Ecumenada (to jeden z obowiązkowych punktów zorganizowanych wycieczek na Maderze) nie zatrzymaliśmy się- w pierwszą stronę był za duży ruch, a jak wracaliśmy były chmury i żadnych widoków. Początkowo trochę żałowałam, dziś jednak myślę że miejsce mogło być trochę przereklamowane jak inne "żelazne punkty" wycieczek po Maderze. Ale o tym napiszę już w kolejnym tekście.

Ewa

 

 

 

O NAS