Opis naszych najciekawszych podróży i wyjazdów
RSS
poniedziałek, 28 listopada 2016

 

Wspominaliśmy wczoraj wakacje. Od słowa do słowa rozmowa zainspirowała mnie to tego tekstu, którego tematem będą najpiękniejsze górskie widoki.

Mam w pamięci kilka takich obrazów, które chciałabym dziś przywołać i pokazać. Widoki te zrobiły na mnie niesamowite wrażenie.

Widok z Okrąglicy (Trzy Korony w Pieninach) na Sromowce Wyżne:

Okraglica

Po prostu piękny. Pamiętam że gdy pierwszy raz zobaczyłam ten widok wydawał mi się nieco nierealny. Coś jakby zbyt piękne aby było prawdziwe.

Pozostając przy Pieninach nie można zapomnieć o najsłynniejszej sośnie w Polsce:

Sokolica

Pieniny to najpiękniejsze góry w Polsce, maja tylko jedną, jedyną wadę. To bardzo małe góry, cały łańcuch Pienin Właściwych przejdziemy w jeden dzień.

Zostawiamy Pieniny i przenosimy się nieco na południe. Tatrzańska klasyka, czyli widok z Orlej Perci na Tatry Wysokie:

Orla

Długo zastanawiałam się, który z tatrzańskich widoków zrobił na mnie największe wrażenie. Trochę tych miejsc było. Kiedyś usłyszałam zdanie, że najpiękniejsze widoki nie są wcale z najwyższych gór. Szukając najpiękniejszego tatrzańskiego widoku muszę przyznać że to się u mnie sprawdziło. Nie z najwyższych gór, a na najwyższe góry.

A skoro już jesteśmy przy Tatarch, nie sposób nie wskazać tu zimowego widoku ze Świstówki Roztockiej:

Lodowy

A teraz coś z mojego bliższego podwórka, widok z Równicy (Beskid Śląski):

Rownica

Zapamiętany przeze mnie z perspektywy ośmiolatki. Stając pierwszy raz w życiu na szczycie Równicy i mając przed oczyma powyższy obrazek pomyślałam sobie- ojej, ile gór! Gdy stanęłam tam kilka lat temu, potrafiłam większość z nich nazwać i przypomnieć sobie kiedy na nich byłam.

Na koniec proponuję widok z Ćwilina (Beskid Wyspowy):

Cwilin

Podczas naszego ostatniego pobytu w Beskidzie Wyspowym Radek zaproponował Ćwilin. Nie byłam przekonana do zapewnień o pięknych widokach- byliśmy już przecież na Ćwilinie! Jak się jednak zastanowiłam nad tym trochę głębiej, to przypomniało mi się, że w czasie mojego pierwszego wejścia na Ćwilin lało niemiłosiernie a widoczność nie przekraczała 10m. Jedyne co dobrze widziałam to mgła. Na powyższym zdjęciu widać, ile mogłabym stracić nie powtarzając tej wyprawy.

I może to właśnie jest idealnym zakończeniem dzisiejszego wpisu. Czasem warto wybrać się w miejsce, które nam całkowicie nie zapadło w pamięć. Kto wie, może w innym świetle wygląda zupełnie inaczej?

Ewa

 

 

 

 

 

 

niedziela, 13 listopada 2016

Za moim oknem wirują pierwsze płatki śniegu. To chyba ostatni moment na wspomnienie złotej polskiej jesieni, która w tym roku wydała mi się niezwykle krótka. W zasadzie był to jeden październikowy weekend. Weekend, w czasie którego przespacerowaliśmy się po centrum Zabrza. Choć pogoda do spacerów nie zachęca, pewne elementy naszego spaceru można powtórzyć o każdej porze roku.

Cóż może być ciekawszego z perspektywy dwulatka niż fontanna? Otóż jest taka rzecz, a mianowicie łatwo dostępna fontanna.

fontanna

Mieszkańcy Zabrza z pewnością rozpoznają miejsce na zdjęciach- to okolice pomnika Wincentego Pstrowskiego. Ustrój się zmienił, a Pstrowski w Zabrzu w dobrej formie. Z czasów liceum pamiętam że okolice to wyglądały trochę mniej atrakcyjnie. Obecnie jest wspomniana fontanna, trochę górniczych maszyn, ławeczki i Pstrowski oczywiście.

Pstrowski

Korzystając z bliskości zajrzeliśmy do Muzeum Górnictwa Węglowego.

Muzeum

Byłam tu dwukrotnie: jako dziecko z wycieczką szkolną oraz w czasach studenckich na przedstawieniu w Sali Witrażowej. W niedzielę wstęp do muzeum jest bezpłatny, Staś nie wykazywał znudzenia, więc postanowiliśmy obejrzeć ekspozycję. Jedną z pierwszych zwiedzanych sal, jest sala multimedialna, w której pokazywana jest burza karbońska. By lepiej oddać warunki atmosferyczne w jakich tworzył się węgiel, są błyskawice, grzmoty, huki a nawet wiatr. Pani, która była pracownikiem muzeum wyraziła niepokój o Staśka. Ten jednak, po zakończonej projekcji z radosnym uśmiechem zawołał: jeszcze, jeszcze! Stąd wniosek, że muzeum powinno spodobać się każdemu w wieku od 2 lat;). Dodatkowo rzeczą godną obejrzenia jest sam budynek muzeum. Jest to dawny budynek starostwa. Warto zwrócić uwagę na klatkę schodową oraz przepiękne kaflowe piece. No i najważniejsze- Salę Witrażową. Jak udało mi się dowiedzieć, sala urządzona jest w stylu wczesnego gotyku skandynawskiego. Niestety, nie mieliśmy przy sobie aparatu, a telefon, którym robiłam wcześniejsze zdjęcia rozładował się całkowicie.

Muzeum Górnictwa Węglowego w Zabrzu nie jest jakimś szczególnie znanym, muzeum na Śląsku. Planowany jest generalny remont, a właściwie całkowita przebudowa obiektu. Jak będzie zobaczymy, jednak z tego co udało mi się dowiedzieć bardzo mocno zmniejszona będzie przestrzeń przeznaczona na ekspozycje muzealne. Może więc nie ma co czekać i wybrać się już dziś?

 

Ewa 

 

 

 

 

Tagi: Śląsk
14:32, pieczyste
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 07 listopada 2016

 

Madera jest jednym z piękniejszych miejsc jakie miałam okazję zobaczyć. Jest też destynacją, którą mogę polecić każdemu. Dziś chciałabym poruszyć kilka kwestii organizacyjnych.

Zacznę od tego, że my zdecydowaliśmy się na zorganizowany wyjazd z biurem podróży. Jest to opcja najwygodniejsza, ale i najdroższa. Potrafi być też ograniczająca np. przez godziny posiłków w hotelu. Aby się od tego uwolnić, wybraliśmy dwa posiłki i takie rozwiązania polecam. Idealny byłby nocleg ze śniadaniem, tak by kolację zjeść w jednej z uroczych knajpek na mieście, ale ze Staśkiem byłoby to utrudnienie.

Machico

Na zdjęciu powyżej, w lewym dolnym rogu nasz hotel- Dom Pedro Baia, w miejscowości Machico. Nie byłam zbyt optymistycznie nastawiona do wizji spędzenia dwóch tygodni w bloku, ale nie mieliśmy wyboru. Planowaliśmy lecieć z biurem podróży Itaka, które nas niestety wystawiło (zdecydowanie odradzam to biuro) na chwilę przed wylotem. Zostaliśmy na lodzie. Trzeba było brać co jest, a był tylko ten hotel. Ale nie ma tego złego- zarówno miejscowość jak i hotel okazały się doskonałym wyborem dla rodziny z małym dzieckiem chcącej zwiedzić wyspę. Machico to całkiem spore miasteczko, dawna stolica wyspy. Do lotniska jest 5 minut (dla nas to plus) a samoloty nam nie przeszkadzały- wręcz przeciwnie, potrafiły zaabsorbować Staśka na dłuższą chwilę. W centrum znajduje się kilka starych kościołów i sporo przyjemnych knajpek. Ewenementem jest piaszczysta plaża- na Maderze nie ma plaż z białym piaskiem. Ten w Machico jest przywieziony z Sahary.

plaza

Kąpielisko jest bardzo przyjemne. Spokojnie można spędzić tu urlop plażując i popijając maderę (tutejsze deserowe wino). Plażowiczom polecałabym jednak inny zakątek, a mianowicie rejon Ponta do Sol. To najbardziej słoneczna część wyspy, tam również znajduje się plaża z "importowanym piaskiem".

Wróćmy jednak do Machico. Jego kolejnym atutem jest komunikacja. W ogóle komunikacja we wschodniej części wyspy jest najlepsza. W pozostałych rejonach autobusy jeżdżą 3 razy dziennie. Do Funchal można dojechać expresem (jedzie autostradą) ale za pierwszym razem radzę przejechać się zwykłym busem. Podjazdy, zakręty, serpentyny a przede wszystkim widoki- to wszystko trzeba zobaczyć! Ale tylko raz, bo choroba lokomocyjna objawia się także u tych, którzy normalnie jej nie mają.

Aby zwiedzić całą wyspę konieczny jest samochód. Najpopularniejszy samochód tutaj to białe Renault Clio. Tak na moje oko to 40% jeżdżących tu samochodów jest tej marki. Nam udało się wypożyczyć wysłużonego nissana micrę. To był dobry wybór (należy wystrzegać się dużych samochodów!!!). Korzystaliśmy z wypożyczalni hotelowej, gdyż w Machico nie ma specjalnej alternatywy. Jeżeli decydujemy się na Funchal, to z pewnościa wybór będzie. Najlepiej jednak, wybrać sie na Maderę na własną rękę i wypożyczyć samochód już na lotnisku rezerwując go uprzednio przez internet.

Gory

I tu własnie docieramy do sedna. Madera jest wręcz stworzona do zwiedzania jej na własną rękę. Stojąc na Pico Ruivo (najwyższy szczyt wyspy, 1862 m n.p.m, zdjęcie z lewej, prawe zdjęcie wykonane jest na Pico Arieiro) i obserwując ukryte w dolinach wioski dyskutowaliśmy o tym, jakby to było zatrzymać się na dwie doby w takim małym hoteliku, w centrum wyspy. Na początku tekstu napisałam, Maderę polecam każdemu. Podtrzymuję te słowa, ale chciałabym jeszcze dodać że szczególnie polecam ją osobom, które nastawione są na aktywne i nieszablonowe zwiedzanie. Jeżeli zdecydujemy się powtórzyć podróż na Maderę, to w biurze podróży wykupimy jedynie lot, a hotel zarezerwujemy na dwa noclegi. Reszta zaplanuje się w trakcie pobytu sama.

 

Ewa

 

sobota, 22 października 2016

Relację z Madery rozpoczęłam od opisania miejsc, które na mnie osobiście wywarły największe wrażenie. Dzisiejszy wpis chciałabym poświęcić najpopularniejszym i najbardziej znanym atrakcjom wyspy. Jedno z nich, Ponta do Sao Lourenco zostało opisane w poprzednim tekście. A co poza tym? 

Rabacal

Pod tą nazwą kryje się najpopularniejsza na Maderze lewada. Cóż to takiego? Lewada to kanał nawadniający. Woda z górskich, obfitujących w opady terenów dostarczana jest lewadą (czyli wybudowanym przez człowieka kanałem) na znajdujące się niżej tereny rolnicze. Jak wszystkie budowle hydrotechniczne lewady wymagały napraw i konserwacji. Dlatego wzdłuż każdej lewady biegnie ścieżka. Dziś lewady są głównie atrakcjami turystycznymi. Rabacal i szlak prowadzący do miejsca o nazwie 25 Fontann uważany jest za najpiękniejszą lewadę.

25_Fontes2

W istocie jest to piękne miejsce, ale strasznie tłoczne- bycie naj zobowiązuje. Z pewnością zrobi wrażenie na osobach nie mających zbyt dużego górskiego doświadczenia oraz na tych, którym stan zdrowia nie pozwala na zapuszczenie się w wysokie góry (lewady ze względu na niewielkie nachylenie są łatwo dostępne). Niemniej dla osób chodzących po górach będzie to miejsce równie piękne jak tysiące innych w Tatrach, Alpach czy Pirenejach. A nie wyjątkowe. Tym, którzy wybierają się na Rabacal mogę polecić, aby nie poprzestali na tej jednej lewadzie, ale zdecydowali się jeszcze na znajdującą się obok króciutką lewadę Risco. Wodospad znajdujący się na jej końcu zrobił na mnie dużo większe wrażenie niż osławione 25 Fontann.

Risco

Monte

Monte to wzgórze górujące na Funchal- stolicą Madery. Wjechać na nie można kolejką gondolową (10E osoba) podziwiając po drodze całe miasto. Na wzgórzu znajduje się kaplica, ogród tropikalny oraz kościół. Niedaleko jest także ogród botaniczny, ale ten niestety ucierpiał w tegorocznych pożarach. Największą jednak atrakcją samego wzgórza jest zjazd z niego wiklinowymi saniami. Smaczku całej przygodzie dodaje fakt, że ulice nie są wyłączone z ruchu, ba przejeżdżamy nawet przez skrzyżowanie! Sanie są rozpędzane i kierowane przez dwóch mężczyzn. Oni także dbają o to, by adrenaliny przez cały zjazd nam nie zabrakło. Podejrzewamy że ze względu na Staśka jechali z nami troszkę wolniej niż normalnie, ale mimo to był to niezapomniany zjazd. Film na którym przejeżdżamy przez skrzyżowanie:

Cabo Girao

Czyli drugi najwyższy klif w Europie. Widok piękny, choć daleko mu do opisanego w poprzednim tekście Faja dos Padres. Dodatkowo tłumy ludzi- każda autokarowa wycieczka musi się tu obowiązkowo zatrzymać. Polecam zobaczyć i jechać dalej.

Cabo_Girao

Porto Moniz

Miejscowość słynie z naturalnych basenów wulkanicznych oraz restauracji Cachalote. Co do basenów- to bardzo ciekawa sprawa, nawet Radkowi się podobało (niewtajemniczonym wyjawię, że mój mąż nie pływa i w ogóle uważa że gdyby ludzie mieli pływać to mieliby płetwy). Mnie jednak zniechęciła wylana tam ogromna ilość betonu. Trudno mi to nazwać naturalnymi basenami, dla mnie to betonowe baseny z wystającymi skałami wulkanicznymi. Jeżeli chcemy się poopalać czy posiedzieć na brzegu to ręcznik również musimy rozłożyć na betonie. Ponieważ w Porto Moniz byliśmy pod koniec całodniowej podróży (objechaliśmy wyspę dookoła w sensie dosłownym) krótki przystanek na kąpiel był odprężeniem i przyjemnością. Ale nie wróciłabym w to miejsce, no chyba że dla widoków, które podziwiać można zjeżdżając do miejscowości.

Porto_Moniz

Zjeżdżając do Porto Moniz bardzo polecam zatrzymać się na parkingu z punktem widokowym (których tu nie brakuje) i nacieszyć oko choć przez krótką chwilę. Wspomniałam jeszcze o restauracji Cachalote. Podobnie jak w poprzednim tekście nie podejmę tematu jedzenia, ponieważ jest to temat zasługujący na znacznie więcej miejsca. A ten wpis właśnie skończyłam, zapraszam więc na kolejny.

Ewa

 

 

 

sobota, 15 października 2016

Z Madery wróciliśmy ponad tydzień temu, czas najwyższy więc podzielić się wrażeniami. Miałam dwa pomysły na tekst: pierwszy o kultowych miejscach na Maderze, a drugi o miejscach, które na nas zrobiły największe wrażenie. Na pierwszy rzut pójdą miejsca, które oczarowały nas osobiście a niekoniecznie znajdują się w każdym programie wycieczki.

Ponta do Sao Lourenco

Pierwszą dłuższą wycieczką jaką odbyliśmy była trasa na najbardziej wysunięty na wschód punkt wyspy, czyli przylądek św. Wawrzyńca (port. Ponta do Sao Lourenco). I muszę przyznać, że chyba żadne miejsce na wyspie nie zrobiło na mnie takiego wrażenia.

Sao_Lourenco_1

Sao_Lourenco1

Trasa biegnie przez bardzo surowy, niemal pustynny teren. Ruch na trasie jest duży, gdyż jest to jedno z kultowych miejsc wyspy i większość gości nastawionych na aktywny wypoczynek prędzej czy później decyduje się na tę trasę. Trasa nie jest trudna, różnice poziomów niewielkie, a widoki zwalają z nóg. Niemniej trasa jest wyczerpująca- cały teren jest odkryty (ani grama cienia!) co przy temperaturach panujących na Maderze we wrześniu było naprawdę męczące. Atutem wycieczki jest dostępność- autobusy podjeżdżają na początek szlaku co godzinę.

Faja dos Padres

O miejscu tym dowiedziałam się od naszego rezydenta w hotelu. Polecił nam je jako najbardziej niesamowitą kolejkę linową na Maderze. I muszę przyznać że nie było w tym ani grama przesady- kolejką zjeżdża się z 500- metrowego klifu w dół, niemalże w pionie!!!

Faja_dos_Padres

Faja_dos_Padres1

Na dole znajdują się uprawy, także mieliśmy okazję podziwiać jak rosną banany, marakuje czy mango. Miejsce to nie jest nastawione na masową turystykę- jest co prawda zaznaczone na mapie, ale bez informacji że jest tam kolejka. My trafiliśmy sprawdzając trasę na google maps oraz kierując się tablicami informacyjnymi i nie był to żaden problem. Nie ma jednak co liczyć na zobaczenie tego miejsca w ramach zorganizowanej wycieczki, nawet parking przy kolejce nie jest przystosowany do obsługi autokarów.

Boca do Risco czyli trasa z Machico do Porto da Cruz

To miał być zwykły spacerek, niezbyt ciekawą ale za to położoną blisko naszej miejscowości lewadą. I tak właśnie się zaczął. Po przejściu ok. 1/3 trasy było odbicie na punkt widokowy, który zdecydowalismy się zaliczyć. Widoki owszem piękne, ale największe wrażenie zrobiła na nas dalsza część szlaku (poprowadzona w klifie) wiodącego do Porto da Cruz. Szybki rzut oka na mapę i decyzja nie mogła być inna- idziemy!

Boca_do_Risco

Trasa jest w istocie przepiękna, a widoki niesamowite (choć muszę przyznać że ustępują miejscom opisanym powyżej). Fatalna natomiast okazała się sama przeprawa przez Porto da Cruz- asfaltem i w piekącym słońcu. W samym Porto da Cruz wybraliśmy się na obiad i tu chciałam dodać dwa słowa o kuchni maderskiej, ale myślę że wrócę do tego w jednym z planowanych tekstów. Mogę jedynie zdradzić, że tak dobrej wołowiny nie ma nigdzie na świecie.

Płaskowyż Paul da Serra

oraz wiodąca nań droga z przełęczy Ecumenada. O tym miejscu muszę powiedzieć, że było dla mnie ogromnym zaskoczeniem- no bo co ciekawego może być w płaskowyżu? I w zasadzie dalej nie potrafię powiedzieć, co w nim wyjątkowego, potrafię jedynie przywołać ten niesamowity widok:

Paul_da_Sera

Paul_da_Sera1

Za to drogę mogę opisać tak- chowajcie się wszystkie alpejskie drogi! Maderskie drogi, to dopiero wyzwanie. Długo łamaliśmy się, czy w ogóle wypożyczać samochód, jednak ciekawość wyspy była silniejsza niż strach;) Na samej przełęczy Ecumenada (to jeden z obowiązkowych punktów zorganizowanych wycieczek na Maderze) nie zatrzymaliśmy się- w pierwszą stronę był za duży ruch, a jak wracaliśmy były chmury i żadnych widoków. Początkowo trochę żałowałam, dziś jednak myślę że miejsce mogło być trochę przereklamowane jak inne "żelazne punkty" wycieczek po Maderze. Ale o tym napiszę już w kolejnym tekście.

Ewa

 

 

 

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 16
O NAS