Opis naszych najciekawszych podróży i wyjazdów
RSS
sobota, 17 września 2016

 

Jedną z lokalnych ciekawostek, na którą zawsze (a przynajmniej od jakiegoś czasu) miałam ochotę jest Kanał Gliwicki. Od kilku lat w gliwickim porcie jest marina, z której odbywają się turystyczne rejsy po Kanale Gliwickim. My jednak nie mieliśmy szczęścia do Gliwic- zawsze, kiedy mieliśmy wolny weekend, pogoda nie zachęcała do rejsów. Aż nadszedł pierwszy weekend września, kiedy to pogoda i nasze plany poszły w parze. Weszłam na stronę gliwickiej mariny i... okazało się, że w dniu 4 września statek wycieczkowy pływa w marinie Ujazd, gdyż jest jedną z atrakcji odbywających się tam dożynek wojewódzkich. Nie pozostało nam nic innego jak wziąć mapę, sprawdzić gdzie dokładnie rzeczony Ujazd leży (bo to już województwo opolskie) a następnie wsiąść w samochód.

Nigdy nie byłam na dożynkach wojewódzkich (w żadnym województwie, nie tylko opolskim) nie zdawałam sobie więc sprawy z tego, jaka to impreza. Udało nam się jednak minąć gąszcz budek z lodami, goframi, kubeczkami, biżuterią itp. oraz wszelkiej maści karuzele i szczęśliwie dotarliśmy do mariny.

Ujazd_marina

Mieliśmy sporo szczęścia, bo za niecałą godzinę miał być dłuższy rejs, obejmujący także przeprawę prze śluzę Sławięcice. Kupiliśmy bilety, pokręcili się po okolicy a o 16,30 wsiedli na statek Foxtrot.

rejs

Kanał Gliwicki został wybudowany w okresie międzywojennym na polecenie Adolfa H. Początkowo jego głębokość to 3 metry, jednak kanał wciąż jest zamulany i w obecnej chwili głęboki jest na ok. 2 metry. Co do samego rejsu to trwał zapowiadaną godzinę, jednak minęła ona zadziwiająco szybko. Podobnie szybkie było też przejście przez śluzę, a za samą śluzą statek już tylko zawraca. Podobały mi się budynki śluzy.

slawiecice

Są typowe dla tego rejonu- patrząc na nie wiem, że znajduję się w opolskim lub dolnośląskim. To trochę jak z domami ze skały wapiennej- widząc je, wiem że jestem w Zagłębiu.

Ciekawość zaspokoiliśmy. Lekki niedosyt pozostał, ale widząc ofertę rejsów z mariny Gliwice (m.in. rejsy muzyczne czy kulinarne) myślę że jeszcze niejeden rejs po Kanale Gliwickim przed nami.

Ewa

 

 

 

 

Tagi: Śląsk
19:43, pieczyste
Link Komentarze (1) »
wtorek, 06 września 2016

 

Tatry to dla większości z nas Giewont, Kasprowy Wierch czy Morskie Oko. Dla tych bardziej wytrwałych Rysy bądź Orla Perć. Dla Jeszcze bardziej zaawansowanych, biegłych także w Tatrach Słowackich to Gerlach lub Łomnica. Ja dziś chciałabym się skupić na mniej popularnym, choć równie pięknym zakątku jakim są Zapadne Tatry czyli Tatry Zachodnie, ale po stronie słowackiej.

Ostatni weekend września miałam przyjemność spędzić w Zubercu, niewielkiej miejscowości na Słowacji, położonej w pobliżu Rohaczy- najbardziej charakterystycznych szczytów tego rejonu.

Rohacze1

Choć nie byłam tu pierwszy raz, po raz kolejny utwierdziłam się w przekonaniu o wyjątkowości tego miejsca. Dlaczego?

  1. Ruch turystyczny- jest zdecydowanie mniejszy niż w naszych Polskich Tatrach, ba jest też zdecydowanie mniejszy niż w Wysokich Tatrach Słowackich (mam na myśli rejon Smokowca i Tatrzańskiej Łomnicy). Nie ma kolejek do kolejek, problemów z parkingami, trudności w minięciu się na szlaku oraz wszelkich innych niedogodności związanych z obecnością większej liczby osób. Ruch oczywiście jest, ale nawet w najmniejszym stopniu nie przypomina tego, co dzieje się kilka km dalej, po polskiej stronie.

  2. Baza noclegowa. W Zubercu całkiem spora, standard bardzo różny. Rezerwując wcześniej (znacznie wcześniej, np. w marcu) można za 7E/os. dostać ładny pokój z łazienką. Lokali gastronomicznych i sklepów (także otwartych w niedzielę, co na Słowacji nie jest normą) sporo. Ceny i poziom przyzwoite.

  3. Zuberec. To nie jest Zakopane! To niewielkie, słowackie miasteczko, które nie ma w sobie nic z "atrakcji" oferowanych na Krupówkach. Żadnych białych niedźwiedzi w środku lata, kolorowych sprężyn czy wyciskarek do cytrusów, cymbergaja i innych tego typu atrakcji. Jest za to przyjemna fontanna z ławeczkami dookoła, bardzo smaczna cukiernia i widoki na niższe, ale zielone górskie zbocza. Polecam tez zajrzeć do informacji turystycznej, zwłaszcza tym, którzy zbierają pieczątki.

  4. Najważniejsze- góry!!! W niczym nie ustępują najciekawszym szlakom po polskiej stronie, w szczególności mam tu na myśli trasę obejmującą Rohacze, często porównywaną z naszą Orlą Percią. Nie do końca się z tym porównaniem zgadzam, bo obie trasy różnią sie zarówno długością jak i stopniem trudności, niemniej jednak poprowadzone są grzbietem, więc jeżeli ktoś chce poczuć przedsmak Orlej to Rohacze są w stanie to zapewnić.

Warto zobaczyć przepiękne Rohackie Plesa:

Rohackie_Plesa

oraz przyjrzeć się przyrodzie- to właśnie w tych okolicach pierwszy raz widziałam świstaka, a na Wołowcu prawie każdy spotyka kozice.

Kozica

Aby być sprawiedliwą, muszę zauważyć że oscypków jest zdecydowanie mniej niż u nas (co bardzo doskwierało mojemu kuzynowi- nie mógł sobie codziennie na szlaku oscypka kupić). Należy także pewne zapasy przywieźć z Polski, w szczególności mam tu na myśli kabanosy. Za to piwo zdecydowanie lepsze, a dla niepijących alkoholu kofola i niebieska fanta (jakże ceniona przez naszą młodzież;)).

Podsumowanie będzie bardzo krótkie- Zapadne Tatry to przepiękny zakątek, co koniecznie należy sprawdzić osobiście.

Ewa

P.S. Zdjęcia pochodzą z trzech wyjazdów jakie odbyliśmy w ten rejon w latach 2012- 2016 stąd widać na nich tak różne warunki pogodowe i pory roku.

 

20:28, pieczyste
Link Dodaj komentarz »
sobota, 16 lipca 2016

Dziś coś dla mieszkańców Śląska szukających pomysłu na niedzielne popołudnie. Oczywiście miejsca, które opiszę nie są dedykowane tylko dla Ślązaków, ale w przypadku np. Szczecina będzie to ciut dłuższa wyprawa. Są to wycieczki dla każdego- większość z nich odbyliśmy w towarzystwie Staśka, który obecnie ma 20 miesięcy.

Na pierwszy ogień proponuję Pławniowice.

Pawniowice

Mamy tu wszystko- przepiękny, udostępniony do zwiedzania pałac, park a nawet jezioro. Pałac jest własnością kościoła, zwiedzanie odbywa się w każdy weekend od wiosny, do jesieni (w wakacje częściej). Wycieczkę rozpoczynamy w pałacowej kaplicy, by następnie przemierzyć korytarze. Nie jest to zwiedzanie wielogodzinne- przejście całości to max. pół godziny. W Pławniowicach byliśmy dość dawno (chyba w 2012 roku) więc zamierzamy w najbliższym czasie tę wycieczkę powtórzyć.

Brynek

Brynek

Pałac w Brynku powstał na początku XXw. Miał to być niesamowicie reprezentacyjny obiekt- gospodarze przygotowywali się na wizytę cesarza. Nie było im jednak dane nacieszyć się swoją własnością- obiekt został znacjonalizowany i przekazany szkole. Do tego doszły zniszczenia wojenne, a Armia Czerwona wyniosła wszystko co wynieść się dało. I tak dobrze że pałacu nie spalili jak miało to miejsce w Świerklańcu. Dziś w pałacu mieści się technikum leśne oraz internat. Obok znajduje się ogród botaniczny. Wstęp jest darmowy, a ogród dość dobrze utrzymany. Sama okolica pałacu słynie jako bardzo dobry teren na wycieczki rowerowe. Bardzo polecam.

Pszczyna

Pszczyna1

Śląski klasyk, który w przeciwieństwie do poprzednika gościł cesarza. To już dłuższa wycieczka- na zwiedzanie pałacu polecam zarezerwować sobie 2- 3 godziny. Jeśli do tego doliczyć Pokazową Zagrodę Żubrów, Rynek i kościoły oraz Muzeum Prasy i Stajnie Książęce to mamy wycieczkę całodniową. Więcej o Pszczynie pisałam tu.

Świerklaniec

wierklaniec1

Tu niestety pałacu już nie ma (a podobno był niesamowicie okazały). Podziwiać możemy natomiast Dom Kawalera, kościół będący dawną pałacową kaplicą oraz park. Miejsce bardzo zatłoczone, polecam wybrać się w mało popularnym terminie. Ciekawostką jest że kręcono tu teledysk Pudelsów do piosenki Dawna Dziewczyno.

Nakło Śląskie

Nako_lskie

Z zewnątrz efektowny, wnętrza jednak zachowane są w niewielkim stopniu. Niegdyś technikum rolnicze, dziś coś w rodzaju galerii sztuki. Otoczony przyjemnym, choć niedużym parkiem. Nie jest to jakieś szczególne miejsce, ale na popołudniowy spacer warto się tu wybrać.

Na tym oczywiście nie koniec, bo miejsc takich jest znacznie więcej np. niewielki Chudów do którego zapomnieliśmy zabrać aparatu fotograficznego;). Choć obecnie pogoda niezbyt piękna, to lato wciąż trwa. Polecam więc oderwać się od telewizorów i komputerów, szczególnie tym, którzy swój urlop zaplanowali jesienią bądź rezygnują z niego całkowicie.

Ewa

 

 

Tagi: Śląsk
21:31, pieczyste
Link Dodaj komentarz »
sobota, 11 czerwca 2016

 

Czy to na pewno już tu? Chodzi o te pagórki? I lekkie rozczarowanie... Zupełnie nieuzasadnione. Ten piękny i wyjątkowy zakątek Polski wydaje mi się bardzo niedoceniony. Dlatego będzie dziś bohaterem na moim blogu.

P5278147

Organizacyjnie. Noclegów najlepiej szukać w miejscowościach Bodzentyn oraz Święta Katarzyna. Nam udało się znaleźć za rozsądną cenę bardzo przyjemne gospodarstwo agroturystyczne we wsi Dębno (okolice Bodzentyna). Jak na długi weekend droga minęła nam przyjemnie, zwłaszcza gdy w radiu podawano informacje z zakopianki. Pierwszego dnia zdecydowaliśmy się jedynie na krótki spacer po okolicy oraz wizytę w wiejskim sklepie (taki prawdziwy wiejski sklep, przed którym stoi ławka i spokojnie można wypić piwo) po której znaliśmy już całą wieś.

Drugi dzień upłynął nam w miejscu od którego pochodzi nazwa całego pasma- na Świętym Krzyżu. Nie jest to jakiś wysokogórski wyczyn- z miejscowości Nowa Słupia szliśmy około godziny. Nad wejściem do parku narodowego góruje napis: puszcza jodłowa. Z początku miałam wrażenie że to określenie trochę na wyrost, jednak przyglądając się nieco baczniej, zauważyłam że tutejszy las w żadnym stopni nie przypomina znanych mi z Beskidów czy Tatr monokultur świerkowych. Wybierając się w Góry Świętokrzyskie liczyłam raczej na atrakcje przyrody nieożywionej (gołoborza!) tymczasem uczciwie muszę przyznać, że najbardziej podobał mi się las.

las

Na Świętym Krzyżu stoi klasztor i bazylika mniejsza, którymi obecnie opiekuje się zakon Oblatów. Miejsce to miało bujną historię- było to pierwsze w Polsce sanktuarium, znajdują się tu relikwie Krzyża Świętego. Jednak historia go nie oszczędzała, wielokrotnie obracane w ruinę, pełniło funkcję więzienia i przechodziło z rąk do rąk.

wity_Krzy

Z pewnością warto zobaczyć kaplicę Oleśnickich (to tu właśnie w chwili obecnej znajdują się relikwie), wnętrze bazyliki (ciekawe przejście między barokiem a klasycyzmem) a także wspiąć się na wieżę i podziwiać widoki. Można również zejść do krypty i obejrzeć sobie księcia Jaremę Wiśniowieckiego, jednak to dla koneserów. Po kilkuset latach leżenia w trumnie książe nie prezentuje się najlepiej.

Wstęp do parku narodowego kosztuje 7PLN (zgroza!) i oprócz szlaku na Święty Krzyż obejmuje wejście na galerię z której podziwiać możemy gołoborze. I tu trzeba się spieszyć;) bo gołoborza w Górach Świętokrzyskich zarastają. Bardzo polecam drogę powrotną pokonać nie głównym szlakiem, a biegnącą równolegle ścieżką przyrodniczą. Jest pięknie i spokojnie- na całym szlaku spotkaliśmy jedynie wiewiórkę.

Trzeciego dnia wystartowaliśmy z miejscowości Święta Katarzyna na Łysicę- najwyższy szczyt pasma. Tuż za wejściem do parku bije źródełko. Polecam spróbować wody i wziąć trochę na drogę. Tuż przed szczytem podziwiać możemy kolejne gołoborze choć nie tak imponujące jak to na Świętym Krzyżu. Postanowiliśmy przespacerować się grzbietem do Kapliczki Św. Mikołaja. Niestety to jedyny dostępny szlakiem grzbietowy odcinek. Park narodowy nie pozwala na przejście całego pasma grzbietem, ani na budowę kolejnych szlaków.

wita_Katarzyna

Podsumowując- turystyka w Górach Świętokrzyskich zorganizowana jest dwojako. Standard usług (noclegi, wyżywienie, parkingi) jest naprawdę wysoki i w rozsądnej cenie. Tereny piękne, choć niewielkie. Niestety szlaków mało, a wejście do parku narodowego chyba najdroższe w Polsce (TPN jest tańszy!!!). Nie zmienia to faktu, że to przepiękny i niedoceniany zakątek, a warto spędzić tu chociaż kilka dni.

Ewa

 

wtorek, 24 maja 2016

 

Trochę wstyd się przyznać że ktoś, kto całe życie mieszka w Zabrzu nigdy nie miał okazji odwiedzić największej atrakcji turystycznej miasta, a mianowicie zabytkowej kopalni Guido. W tym roku postanowiłam to zmienić i oczywiście zrobiłam to po swojemu. Trochę przez przypadek, a trochę z rozmysłem w ciągu ostatnich dwóch miesięcy byłam w kopalni dwukrotnie.

Guido

Zacznę od tego co oferuje kopalnia. Do wyboru mamy kilka opcji zwiedzania na dwóch poziomach i jednym podpoziomie. Pierwszy to poziom 170 na którym znajduje się muzeum i kaplica, drugi (często łączony z pierwszym) to poziom 320. Tu już możemy zobaczyć jak wygląda prawdziwa kopalnia. Trzecim jest oddany niedawno do zwiedzania to podpoziom 355 nazywany często mylnie poziomem. Mylnie gdyż nie zjeżdża tam szola, a schodzi się na własnych nogach z poziomu 320. Tu zaznać można prawdziwych uroków pracy górnika. Jeden z oferowanych programów to górnicza szychta, w czasie której dostaniemy pełne górnicze wyposażenie, a dowodzić nami będzie sztygar. Ja miałam okazję zwiedzić jedynie poziom 320 więc czuję lekki niedosyt. Lekki, gdyż dane mi było zobaczyć naprawę sporo.

Najbardziej niesamowity jest sam fakt, że znajdujemy się aż 320m pod powierzchnią ziemi. Cały, dwugodzinny program zwiedzania obejmuje maszyny górnicze, sposób monitorowania zagrożeń, przejazd kolejką podwieszaną, a na samym końcu wizytę w zlokalizowanym w dawnej hali pomp pubie. Tak proszę państwa- piwko 320 metrów pod ziemią!

Guido_pub

Pomimo aż dwóch wizyty w kopalni w ostatnim czasie, miałam okazję poznać jedynie poziom 320. Mogę tę wycieczkę spokojnie polecić każdemu. Mieszkańcom Śląska aby mieli okazję dowiedzieć się więcej o swoim rejonie, przyjezdnym aby doświadczyć tego z czym (pomimo ciągłego zamykania kopalń) Śląsk kojarzy się całej Polsce.

Dwa kolejne miejsca, o których chciałam wspomnieć to Radiostacja Gliwicka:

Radiostacja

oraz szyb Maciej w Zabrzu. Radiostację i przyległe do niej muzeum zwiedzałam akurat w Noc Muzeów. Nie jest to zbyt rozległy obiekt, no chyba że doliczyć ponad 100 metrów w pionie, ale tam akurat nie można wejść. Największą atrakcją jest sama wieża, będąca najwyższą drewnianą konstrukcją w Europie. Zbudowana z drzewa modrzewiowego, odpowiednio konserwowana ma nam służyć jeszcze przez 200 lat.

W szybie Maciej zatrzymaliśmy się wracając z Gliwic. Nie nastawialiśmy się na jakieś wielkie zwiedzanie (było dość późno), a na piwko, gdyż w budynku szybu mieści się bardzo przyjemna restauracja oraz bistro. Udało mi się zrobić kilka ciekawych zdjęć z zewnątrz:

Szyb_Maciej

Oczywiście Szyb Maciej dopisuję do listy miejsc, w których prawie byłam i do których muszę wrócić. I znajdującą się tu restaurację również, bo wygląda naprawdę obiecująco.

Miałam taki pomysł, aby przed tegoroczną Industriadą opisać kilka lokalnych atrakcji. Tak szybko to mi się chyba nie uda (Industriada to w tym roku 11 czerwca) ale i tak mam więc nadzieję, że ten tekst będzie początkiem czegoś więcej. Prawdę powiedziawszy, to trochę ten mój Śląsk zaniedbuję, myślę jednak, że w tym roku pojawi się jeszcze kilka tekstów na temat tego, co warto na Śląsku odwiedzić.

Ewa

 

 

Tagi: Śląsk
17:27, pieczyste
Link Komentarze (2) »
O NAS